piątek, 2 grudnia 2016

Nowa

Długo nas tu nie było... Co nie znaczy, że u nas się nic nie działo. Wbrew przeciwnie. Działo się dużo. Bardzo dużo. Chyba po prostu za dużo żeby w tym wszystkim jeszcze znaleźć czas na bloga (tym bardziej, że w tym całym zamieszaniu i liczba wyjazdów się znacznie zmniejszyła). 

A co się takiego działo, że ograniczyło wyjazdy takich Poriomaniaków jak my? Na liście są dwa wydarzenia. Oba związane z moją Listą Marzeń. Po pierwsze zaszłam w ciążę. Wprawdzie nie z trojaczkami jak mi się marzyło, ale patrząc na to z obecnej perspektywy po raz kolejny mogę sobie powiedzieć: uważaj o czym marzysz! W sierpniu na świecie pojawiła się nasza mała Kung-fu Panda  - Oliwka. 

W związku z powiększeniem rodziny musieliśmy także powiększyć nasz metraż. Mając dosyć wynajmowania kolejnych mieszkań i spłacania ludziom ich kredytów postanowiliśmy sami coś kupić. Niestety nie stać nas było na wymarzony domek z ogródkiem, ale udało się nam znaleźć całkiem przyzwoite mieszkanie z prześlicznym widokiem na wzgórza Costwold. Załatwianie wszystkich papierków i urządzanie naszego nowego gniazdka zajęło nam tyle czasu, że ledwo zdążyliśmy się wyrobić przed porodem. Powiem tylko tyle, że ostatnie pudła rozpakowaliśmy (no dobra... Albin rozpakował jako, że ja wyglądałam i poruszałam się jak słoń morski) w czwartek, a w poniedziałek powitaliśmy na tym pięknym świecie Oliwkę.

Nie oznacza to oczywiście, że w międzyczasie się nie ruszaliśmy poza Bristol. Przecież to by nie było w naszym stylu! Już z Bąblem w brzuchu pojechaliśmy na tydzień na Litwę, gdzie Albin szalał w przydomowej bani (ja też bardzo chciałam, ale niestety... nie tym razem!). Później było wesele w Polsce, na którym już ze sporym brzuchem wywijałam piruety. A na koniec Albin jeszcze się wspiął na Mont Blanc. Zanim zaszłam w ciążę plan był, że ja w tym czasie wybiorę się na trekking wokół masywu, ale jak widać przysłowie o rozśmieszeniu Pana Boga jest całkiem słuszne :)

Tak w skrócie wyglądał nasz rok. I dlatego było u nas cicho. ale obiecuję, że teraz się to zmieni. Oliwka jest prawdziwą poriomaniaczką i uwielbia swoje codzienne spacery, które dla niej (i dla nas) bywają prawdziwymi wyprawami. To o nich będę Wam na razie pisać. O Bristolu i okolicach, które są piękne i bardzo ciekawe. A niedługo zdradzę Wam nasze plany podróżnicze na 2017. Powiem tylko, że będzie się działo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz