czwartek, 2 stycznia 2014

Sao Paulo - miasto kontrastow / Sao Paulo - city of contrasts

Scroll down for the English version


Sao Paulo uważane jest za jedno z najniebezpieczniejszych miast Brazylii. I chyba nie bez powodu. Stojąc na schodach katedry patrzymy na leżący poniżej plac. Od naszego gospodarza dostaliśmy zakaz wchodzenia na jego znajdującą się po naszej prawej stronie część:

„Pod żadnym pozorem tam nie wchodźcie. Wszędzie dookoła jest mnóstwo policji, ale ten plac jest miejscem, gdzie oficjalnie pozwala się palić crack. Trzymajcie się stamtąd z daleka”

I rzeczywiście tak jakoś tam pusto... Poza paroma podejrzanie wyglądającymi typami, raczej nikt normalny tamtędy nie chodzi, pomimo, że ulice dookoła tętną życiem. Nawet policja nie przekracza pewnej niewidzialnej bariery otacząjącej plac.

Na reszcie Praca de Se też kręci się sporo nieciekawie wyglądających żuli. Tutaj jednak jest też policja gotowa interweniować w razie potrzeby. Podczas gdy oglądamy pocztówki w lokalnym kiosku z gazetami podchodzi do nas jakiś nastoletni narkoman i z głupim uśmiechem na twarzy mówi:

„Gringo dinheiros, por favor!”

Nie reaguje gdy próbujemy go ignorować. Śmierdzi jakimś klejem, albo innymi świństwami, którymi się nafaszerował. Na wszelki wypadek mocniej trzymam torebkę, a Albin przekłada plecak do przodu. W końcu jednak musimy odejść nie kupiwszy kartek, bo chłopak robi się coraz bardziej natarczywy.

Ruchliwą ulicą schodzimy w dół w kierunku marketu. Panuje szał przedświątecznych zakupów więc ulice są po brzegi wypełnione ludźmi. Pomiędzy pędzącymi od sklepu do sklepu mieszkańcami Sao Paulo, co chwila dostrzegamy leżących na ziemi bezdomnych. Są brudni, śmierdzący, leżą na starych kartonach, piją najtańszy alkohol z plastikowych butelek. Są zupełnie ignorowani przez zdecydowaną większość społeczeństwa. Nawet policja udaje, że ich nie widzi. Tacy „niewidzialni ludzie”.

Ludzie niby niewidzialni, ale których należy się wystrzegać, na których należy uważać, którzy nie zawsze mają dobre intencje. Przebywanie z centrum po zmroku jest powszechnie odradzane. Nasz gospodarz mieszka bardzo blisko centrum i kiedy wieczorem wychodzimy na imprezę, upewnia się, że wracając weźmiemy taksówkę.

____________________________________________ 

Metrem jedziemy na ulicę Paulista. Metro jest tutaj bardzo nowoczesne, czyste i ciche. Jego jedyną wadą jest to, że nie dociera do wszystkich dzielnic miasta, ale ciężko tego wymagać w 22 milionowym mieście.

Wychodzimy na ulicę. Paulista jest główną arterią miasta. Znajdują się przy niej nowoczesne centra handlowe, biurowce, banki. Na ulicach nie widać zbyt wielu bezdomnych. Pojawiają się natomiast buisnessmeni, ludzie w garniturach i krawatach, elegancko poubierane kobiety. Ulica ozdobione jest tysiącami dekoracji świątecznych. Możemy tu znależć zarówno olbrzymią choinkę, pingwiny, renifery, jak i ośnieżoną kulę z siedzącym na swoim wielkim tronie Mikołajem. Istny cyrk.

Przyjechaliśmy tu głównie po to, aby odwiedzić największą księgarnię w Ameryce Południowej. Idąc do niej mijamy modne butki, w których ceny mogą przyprawić o zawrót głowy. Na każdym kroku widać pilnujących porządku policjantów. To dzięki nim jest tu względnie bezpiecznie. Od Vicente usłyszeliśmy wcześniej:

„Ludzie myślą, że skoro w mieście jest dużo policji, to znaczy, że jest ono bezpieczne. Trochę inaczej wygląda to w Sao Paulo: tutaj jest dużo policji właśnie dlatego, że jest niebezpiecznie.”

Daje to nam nieco do myślenia. Pomimo europejskiego wyglądu tej części miasta, ciągle musimy pamiętać, że znajdujemy się w Sao Paulo. Złe rzeczy zdarzają się tu na codzień. Często jednak łatwo ich uniknąć uważając na kręcących się dookoła nas ludzi. Tak więc staramy się mieć oczy dookoła głowy.

Księgarnia jest olbrzymia! Zajmuje 3 piętra, na których w typowo brazylijskim bałaganie porozstawiane są różnorakie książki. Rozkoszuję się dotykiem papieru oraz zapachem farby drukarskiej unoszącym się w powietrzu. Nikt mnie nie przekona, że e-booki są lepsze! Tym razem wychodzę bez żadnego nowego nabytku... Ograniczony bagaż oraz fakt, że zdecydowana większość książek była po portugalsku skutecznie zniechęciły mnie od zakupów... Musiałam się zadowolić panującą w księgarni atmosferą oraz obserwowaniem ludzi, którzy podobnie jak i jak są uzależnieni od czytania.

____________________________________________  

Wieczorem wychodzimy razem z Vicente poznać nocne życie miasta. Na dobry początek idziemy do Pizza Rodizio. Restauracja, w której płacąc jedną cenę (wcale nie taką niską...) można jeść pizzę ile wlezie. Miejsce tętni życiem. Brakuje wolnych miejsc i ludzie muszą czekać w kolejce aby dostać stolik. My na szczęście przyszliśmy nieco wcześniej i teraz możemy się delektować coraz to nowymi pizzami donoszonymi nam przez kelnerów. A wybór jest naprawdę olbrzymi! Mają tu ponad 40 rodzajów pizzy, w tym około 10 słodkich pizz! Tak, tak, nie przesłyszeliście się: słodkie pizze z czekoladą, z ananasem, z kokosem, z truskawkami... Aż ślnka cieknie... Jedyny problem polega na tym, że zanim dojdziemy do słodkich pizz, które zawsze są przynoszone na koniec, ja jestem już przejedzona do granic możliwości... Co innego Albin. Ten to ma chyba żołądek bez dna! Nie tylko zjada chyba ze 20 rodzajów klasycznych pizz, ale daje radę spróbować wszystkich smaków pizz słodkich! Aż kelnerzy patrzą na niego ze zdziwieniem.

Ledwo mogąc się ruszać po takim obżarstwie ruszamy do imprezowej dzielnicy: Vila Madalena. Podjeżdżamy taksówką, która wysadza nas w zupełnie innym świecie. Czujemy się tutaj dokładnie tak jak w Anglii podczas wieczornego szwędania się po klubach. Ten sam wszechobecny zapach piwa, perfum i papierosów unoszący się w powietrzu. Tak samo głośno grająca muzyka. Tak samo pijani ludzie... Czujemy sie tak jakbyśmy się teleportowali paręnaście tysięcy kilometrów. Nie ma tutaj nawet śladu po biedzie centrum. Jedynym elementem przypominającym nam, że jednak jesteśmy w Brazylii są poustawiane przy krawężnikach barki sprzedające alkohol prosto z bagażnika samochodu.

Włóczymy się od baru do baru i nie wierzymy własnym oczom. Nie wierzymy, że ciągle jesteśmy w tym samym mieście, w którym można się czuć tak niebezpiecznie. Nie wierzymy, że ludzie mogą się tak dobrze bawić, podczas gdy tuż obok, schowane przed wzrokiem imprezowiczów, na kartonach śpią umorusane dzieci młodych narkomanek.

Wracamy do domu, Gdy wysiadamy z taksówki ulicą idzie chwiejąc się na boki zniszczony przez używki chłopak. Gdy zaczyna iść w naszym kierunku Vicente mówi:

„Jeśli nas zaczepi, ja powale go na ziemię, a wy lećcie na posterunek policji za rogiem”

Na szczęście młody w ostatniej chwili zmienia kierunek marszu. Być może wystraszył go groźny wzrok wielkiego Vicente. A być może nie miał żadnych złych zamiarów. Tak czy inaczej jego obecnośc momentalnie sprowadziła nas z powrotem do Brazylii.

____________________________________________ 

Sao Paulo. Dwa światy. Z jednej strony bieda, brak edukacji, uzależnienia. Z drugiej dobrobyt, kultura, pieniądze. Właśnie bliskie sąsiedztwo tych dwóch światów jest prawdopodobnie największym problemem Brazylii. Jest powodem, dla którgo jest ona tak niebezpiecznym krajem. Olbrzymia, widoczna gołym okiem przepaść pomiędzy biednymi i bogatymi, brak edukacji oraz łatwa dostępność tanich narkotyków, popycha biednych ludzi do złych czynów: do kradzieży i rozbojów. Zmusza ludzi, którzy mają pieniądze do grodznia swoich domów drutami kolczastymi oraz siatkami pod napięciem. Tym samym dystans pomiędzy tymi dwoma grupami się powiększa, a końca problemów nie widać.

ZDJECIA SAO PAULO

English:

Sao Paulo is considered to be one of the most dangerous cities in Brazil. And probably there is a good reason for this. We are standing on the steps of the Cathedral and look at the square lying below. From our host got a ban on entry to the right part of it:

"Under any circumstances do not enter there. All around there are plenty of police but the square is the place where it is officially allowed to smoke crack. Stay away from there "

And indeed it is somehow empty... Except for a few suspicious - looking types, rather no one normal walk that way, even though the streets around are full of life. Even the police do not exceed a certain invisible barrier surrounding the square.

On the rest of the Praca de Se there are also a lot of dull -looking bums. Here, however, the police is also ready to intervene if necessary. While we are watching a postcard at local newsstand a teenage drug addict comes to us and with a silly smile on his face says:

"Gringo dinheiro, por favor!"

He does not react when we try to ignore him. He smells of some glue or other substances which he is stoned with. In any case I hold tighter my purse and Albin move his backpack forward. On the end, however, we must leave without having bought postcards, because the boy is getting more and more insistent.

Busy street descend towards to the market. There is a frenzy of Christmas shopping so the streets are filled with people. Between rushing from store to store residents of Sao Paulo we see homeless people lying on the ground. They are filthy, stinking, lying on old cardboard boxes, drink the cheapest alcohol from the plastic bottles. They are completely ignored by the vast majority of the population. Even the police pretend that they do not see them. They are "invisible people".

People somehow invisible but about whom you should be careful, who do not always have good intentions. Being in the city centre after dark is generally highly not recommended. Our host lives very close to the centre and when in the evening we go to a party he ensures that we take a taxi back.

____________________________________________ 

We take the metro to go to the street Paulista. Metro here is very modern, clean and quiet. Its only drawback is that it does not reach all areas of the city, but it's hard to require it in the city where 22 million people live.

We go out into the street. Paulista is the main artery of the city. There are located modern shopping centres, office buildings, banks. On the streets you do not see too many homeless. There are however businessmen, people in suits and ties, elegant woman. Street is decorated with thousands of Christmas decorations. We can find it all: a huge Christmas tree, penguins, reindeer and snowy sphere where Santa Claus is sitting on his great throne. It looks like a Christmas circus.

We came here mainly in order to visit the largest bookstore in South America. Going there we pass next to fashionable boutiques, where prices can be intimidating. At every step you will see police officers guarding the order. It is thanks to theme here is relatively safe. From Vicente we heard before:

"People think that because in the town is a lot of police, it means that it is safe. It looks a little different in Sao Paulo: here is a lot of police precisely because it is dangerous."


This makes us thinking. Despite the appearance of the European part of the city, still we must remember that we are in Sao Paulo. Bad things happen here on a daily basis. Often, however, they are easy to avoid by paying attention to people hanging around us. So we try to have eyes in the back of the head.

Bookstore is huge! It occupies 3 floors where various books are scattered in typical Brazilian mess. I enjoy the feel of paper and smell of ink wafting through the air. No one can convince me that e -books are better! This time I go out without any new acquisition... Limited luggage space and the fact that the vast majority of books are in Portuguese effectively discourage me from shopping... I just enjoy atmosphere in the bookstore and watch people who like me are addicted to reading.

____________________________________________ 

In the evening we go out together with Vicente to explore the city's nightlife. For a good start we go to Pizza Rodizio. This is a restaurant where paying one price (not very low...) you can eat as much pizza as you want. The place is teeming with life. There are no free places and people have to wait in line to get a table. Fortunately, we came a little earlier and now we can enjoy more and more new pizzas delivered to our table us by waiters. And the choice is really huge! They are more than 40 types of pizza, including about 10 sweet pizzas! Yes, yes, you are right: sweet pizza with chocolate, pineapple, with coconut, with strawberries... Delicious... The only problem is that before I get to the sweet pizzas, which are always brought to the end, I'm already full to the limit... It is not the case with Albin. He probably has a bottomless stomach! Not only he eats at least 20 kinds of classic pizzas, but manages to try all the flavours of sweet pizzas! Even waiters are surprised :)

Barely being able to move after such feast we move to the party district of Vila Madalena. We take a taxi which leaves us in a completely different world. We feel here just as in England during the evening pub crawl. There is the same pervasive smell of beer, perfume and cigarettes floating in the air. And surrounding us loud music. The same drunk people... We feel as if we have teleported thousands kilometres. There is no trace of the poverty from the city centre. The only element reminding us that we are still in Brazil are the cars selling alcohol straight from the trunks.

We roam from bar to bar and we do not believe our eyes. We do not believe that we are still in the same city where we felt so dangerous before. We do not believe that people can have so much fun , while next door, hidden from the eyes of other people, there are children of your drug addict sleeping on cardboards.

We're going home, when we get out of the taxi the young guy swaying from side to side is going down the street. When he starts to go in our direction Vicente says:

"If he approaches us, I will knock him to the ground and you run to the police station around the corner"

Fortunately, youngster at the last minute changes the walking direction. Perhaps he was scared by menacing Vicente’s gaze. Or perhaps he had no bad intentions. Anyway, his presence immediately brought us back to Brazil.

____________________________________________ 

Sao Paulo. Two worlds. On the one hand, poverty, lack of education, addictions. On the other well-being, culture, money. Just close proximity of these two worlds is probably the biggest problem in Brazil. This is the reason why it is such a dangerous country. The vast gap between rich and poor, lack of education and the easy availability of low-cost drugs, push poor people to evil deeds: to theft and robbery. It forces people who have money to fence their houses with electric wires.  Thus the distance between the two groups is widening and there is no the end of the problems in this beautiful country.


PICTURES SAO PAULO

5 komentarzy:

  1. Justyna, mam jedno pytanie, które mnie 'dręczy' już od dawna (przyznaję, czasami przeskakuję wpisy, więc może przegapiłam odpowiedź): skąd Wy znacie tych wszystkich 'lokalnych' ludzi? Poznajecie ich na trasie? Poznaliście ich wcześniej? Na jakichichś forach podróżniczych? Przez innych znajomych? Poznajecie na miejscu?
    Pytam dlatego, że szczególnie w tym wpisie widać, jak ważne jest mieć takiego lokalnego przewodnika, kogoś, kto zna miejscowe zwyczaje, ciekawostki i niebezpieczeńtwa.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie tylko mozemy staramy sie korzystac z Couch Surfingu. Nie tylko daje nam to mozliwosc darmowego noclegu (co znacznie obniza koszty wyjazdu, co jest szczegolnie pomocne w krajach tak drogich jak Brazylia), ale przede wszystkim daje wlasnie mozliwosc poznania lokalnych ludzi, ktorzy sa w stanie najlepiej przedstawic nam lokalne zycie (zarowno ciekawostki, miejsca nie opisywane w przewodnikach turystycznych, jak i wlasnie ciemna strone). Gdy mieszkalismy w Anglii (najpierw w Manchesterze, a potem w Londynie) sami goscilismy u sibie sporo podroznikow i bylo to rowniez niesamowite doswiadczenie. Takie troche podrozowanie bez wychodzenia z domu :) Mysle, ze po powrocie napisze jakis oddzielny wpis poswiecony Couch Surfingowi, aby przyblizyc nieco jego idee czytelnikom bloga :)

      Usuń
    2. Dzięki :)
      Bardzo chętnie przeczytam o Couch Surfingu!
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Sao Paulo - to jedno z tych miejsc, które marzą mi się od dawna, ale ten kontynent musi jeszcze trochę na nas poczekać. Pozdrawiam serdecznie, Asia z btth.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sao Paulo jest zdecydowanie ciekawym miastem do odwiedzenia, aczkolwiek nie spodziewajcie sie abyt wielu typowych atrakcji turystycznych. Jest to miasto kontrastow i chyba one tutaj najbardziej zaskakuja i zachwycaja :)

      Usuń