sobota, 10 sierpnia 2013

Sorata - polskie jadlo i wielka klotnia / Sorata - Polish food and a huge fight

Scroll down for the English version

Sorata jest takim naszym polskim Zakopanem. Polozona w pasmie górskim Cordillera Real jest idealnym miejscem wypadowym na liczne trekkingi. Ośnieżony szczyt Illampu zachęca do wycieczek w jego okolice. Po zrobieniu wywiadu w lokalnych biurach przewodnickich zdecydowaliśmy się wybrać na dwudniowy trekking do podnóża góry Illampu, który nie zabrałby nas za wysoko (jeśli dobrze pamiętacie ja nie jestem wielką fanką dużych wysokości...)

Wieczorem przed wyprawą znaleźliśmy w przewodniku informację, że w hostelu Altai Oasis serwują polski barszcz! Nie mogliśmy zmarnować takiej szansy na spróbowanie polskiego jedzenia :) Rodzice właściciela hostelu, pochodzili z Polski, stąd w menu jedna z naszych standardowych polskich potraw. Pomimo, że do hostelu trzeba było iść z miasteczka około pół godziny, byliśmy zdesperowani, aby zjeść coś rodzimego. Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że barszcz jest stosunkowo drogi: kosztował 60 boliwianów, podczas gdy w Boliwii można zjeść cały obiad za 8. Jednak nawet to nie ograniczyło naszej chęci spróbowania jednej z moich ulubionych zup. Na miejscu przywitała nas przesympatyczna córka właściciela, która zabawiała nas rozmową przez większość czasu kiedy czekaliśmy na potrawę, Gdy barszcz (po dosyć długim oczekiwaniu) pojawił się na stole, spojrzeliśmy się na siebie z zaskoczeniem: polski barszcz w wydaniu boliwijskim okazał się nie być zupą! Był to kawałek wołowiny, w sosie jabłkowym, z tłuczonymi ziemniakami i zasmażanymi buraczkami. Całośc była naprawdę smaczna. Tylko... że to nie był barszcz...

Rano wszystko już było zaplanowane na trekking, pokój zapłacony, jedzenie na drogę kupione... Wystarczyło się szybko przepakować i wyruszyć w drogę. I tak jak dla niektórych kością niezgody może być... kiełbasa, tak dla nas w tym wypadku były obiektywy do aparatu. Nie mogłam ich znależć i zapytałam Albina czy nie wie gdzie są. I tak zaczęła się jedna z naszych większych kłótni podczas wyjazdu. Gdyby nie to, że z góry zapłaciliśmy za nasz pokój w hostelu, zapewne byśmy się na trekking w ogóle nie wybrali, tylko od razu pojechali do La Paz. Zresztą tego dnia przez praktycznie całą drogę się do siebie nie odzywaliśmy i dopiero pod koniec, kiedy już byłam naprawdę zmęczona, humory nam obojgu się poprawiły. Pomógł w tym fakt, że po drodze zmieniliśmy nasz plan trekkingu (dzięki spotkanej parze z Francji), zdążyliśmy się zgubić i zrobić sporo więcej kilometrów niż powinniśmy, a na koniec cudny widok na ośnieżoną Illampu odbijającą się w wodach uroczego jeziorka. Musieliśmy również zjednoczyć nasze siły w rozbijaniu naszego mini obozowiska, zbieraniu drewna na opał (a na wysokości 4500 m n.p.m. nie jest to łatwe zadanie) oraz rozpalaniu ogniska (bez powodzenia...)

Drugiego dnia naszym celem miała być Laguna Glaciar, położona na wysokości 5038 m n.p.m. Muszę się przyznać, że ta wysokość od początku mnie nieco przerażała i po przeanalizowaniu mapy miałam w planie zostawić Albina i sobie odpocząć w połowie drogi, jemu zostawiając zdobywanie gór. Początkowo nic mu nie mówiłam, ale ponieważ tego dnia rzeczywiście nie czułam się najlepiej, gdy doszliśmy do wybranego przeze mnie punktu, powiedziałam mu aby sobie dalej poszedł sam, a ja sobie na niego grzecznie poczekam :) Tym sposobem Albin odkrywał nowe przełęcze, a ja grzałam moje kości w słabym słońcu obserwując przy okazji wesoło hasające dookoła mnie gryzonie.

Gdy Albin wrócił ze swojego „specerku” postanowiliśmy, że mamy wystarczająco dużo czasu, aby tego samego dnia wrócić do Soraty (normalnie naszą „nową” trasę robi się w trzy dni, na które byliśmy przygotowani). Musieliśmy się jednak spieszyć, gdyż za nami podążały ciężkie, burzowe chmury. Tym sposobem ostatnie trzy godziny praktycznie przebiegliśmy, a i to nie uchroniło nas od zmoknięcia. Tym sposobem chyba niebo chciało nas ukarać za nasze kłótnie, jednocześnie doprowadzając sytuację pomiędzy nami do zupełnej normy (ciężko być ciągle na siebie złym, gdy trzeba uciekać przed żywiołem:))


English:

Sorata is like Polish mountain resort - Zakopane. Located in the Cordillera Real, it is the ideal starting point for numerous treks. Snowy peak of Illampu encourages taking tours to its surroundings. After doing an interview in the local guides’ offices we decided to go for a two-day trek to the foot of Mount Illampu that wouldn’t take us too high (I'm not a big fan of high-altitude ...)

The evening before the expedition we found information in our guidebook that the hostel Altai Oasis served Polish borscht! We could not have missed the chance to sample Polish food :) Owner of the hostel had Polish parents and that’s why in the menu was one of our standard Polish dishes. Although we had to go out of town about half an hour to get to the hostel, we were desperate to eat something Polish. When we got there we found that borscht was relatively expensive: it cost 60 bolivianos, while in Bolivia, you can eat the whole dinner for as little as 8. Even this did not limit our willingness to try one of my favourite soups. In the hostel we were greeted by the really nice owner's daughter who kept us entertained for most of the time while we waited for the food. When borscht (after quite a long wait) appeared on the table, we looked at each other in surprise: Polish borscht in Bolivia turned out not to be the soup! It was a piece of beef, apple sauce, mashed potatoes and fried beetroots. The whole was really tasty. Just ... it was not borscht...

In the morning everything was planned for trekking, room paid, food on the way bought... It was enough to quickly repackage and hit the road. Unfortunately my camera lenses started our big fight. I could not find them and I asked Albin if he knew where they were. And so began one of our major fights during the trip. Were it not for that in advance we paid for our room in the hostel, probably we wouldn’t have gone trekking, but immediately went to La Paz. Anyway, that day almost all day we did not speak to each other and only at the end, when I was really tired, our moods improved for both of us. Few factors helped us to get better as well: the fact that on the way we changed our plan to trek (after meeting a couple from France), we managed to get lost and do a lot more miles than we should, and finally the wonderful view of the snow-covered Illampu reflected in the waters of the lovely lake. We also had to unite our forces in setting up our mini-camp, collecting firewood (and at an altitude of 4500 meters above sea level is not an easy task) and kindling fire (without success ...)

On the second day our goal was to go to Laguna Glaciar, located at an altitude of 5038 m above sea level. I have to admit that this altitude from the beginning frightened me and after analysing the maps I plan to leave Albin in the middle of the road, leaving him conquering mountains. Initially, I did not say anything to him, but since that day I really did not feel the best when we got to my chosen point, I told him to go to the lake and that I will wait for him :) In this way, Albin discovered new passes, and I warmed my bones in the weak sunlight, watching the way merry rodents around me.


When Albin returned from his "walk" we decided that we had enough time to get back on the same day to Sorata (normally our "new" route is done in three days, which we were prepared for). But we had to hurry, because the heavy storm clouds followed us. In this way last three hours we almost ran and even that did not save us from getting wet. In this way, I think the sky wanted to punish us for our arguments, at the same time bringing the situation between us to normal (hard to be constantly at each other wrong, when you need to escape from the element :))

2 komentarze:

  1. Rozbawiła mnie historyjka z barszczem. I niezwykle mnie ciekawi skąd i z jakich powodów wytrzasnęli taką nazwę dla dania. Dowiedzieliście się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzice wlasciciela pochodza z Polski (aczkolwiek opuscili ja juz bardzo dawno temu...) i wlasnie ku ich pamieci w menu znajduje sie nieco zmieniona wersja polskiego barszczu :)

      Usuń