poniedziałek, 24 czerwca 2013

Pamiatkowy kryzys / Souvenir's crisis



Scroll down for the English version

W końcu po prawie czterech miesiącach w podróży po Ameryce znalazłem natchnienie na mój pierwszy post na Naszym blogu. Może nie jestem osobą zbyt wylewną ani lekkiego pióra, ale czas najwyższy zaznaczyć swoją obecność podczas  tej wyprawy.

Jako że już wcześniej podróżowaliśmy trochę po Europie mogę sie w pewnym stopniu tytułować ‘rasowym’ podróżnikiem. A jak przystało na taką istotę staram sie z każdego wyjazdu – czy to bliższego, czy też dalszego przywieść jakąś pamiatkę (ang. suvenir) . Nie musi to być jakieś dzieło sztuki, po prostu lubię mieć w domu jakiś przedmiot, dzięki któremu mogę w mgnieniu oka i w dowolnej chwili przywołać pozytywne wspomnienia  z minionego wyjazdu. Pozwala  mi to w pewnym stopniu zapomnieć o szarej monotonii życia codziennego (praca-dom-praca) jak również daje energi i motywacji na planowanie, a przede wszystkim oszczędzanie funduszy na następny wyjazd.

Rodzaj kupowanych pamiątek w dużej mierze zależy od gustu samego ‘podróżnika’. Nie bez znaczenia są ograniczenia w wielkości bagażu który jest dostępny no i przede wszystkim nie można zapomnieć o zasobności portfela :). A tak w ogóle wachlarz dostępnych pamiątek jest olbrzymi jeśli nie nieograniczony. Bo dla jednego kamień zebrany z plaży na której spędziło się romantyczny wieczór we dwoje będzie więcej znaczył niż wyszukana rzeźba wykonana przez lokalnego artystę.

Spośród rzeczy które można zakupić w lokalnych sklepach lub na straganach  gama dostępnych pamiątek może wręcz doprowadzić o zawrót głowy. Począwszy od kamyczków szcześcia poprzez wszelkiego rodzaju bryloczki, wisiorki i naszyjniki, a skończywszy na ubraniach, obrazach, plakatach, czy też sztuce użytkowej. Należy wspomnieć że ich jakość często pozostawia wiele do życzenia. Również ich pochodzenie nie zawsze zwiazane jest z miejscem ich zakupu. Bo jak wytłumaczyć zakup ‘przecudnego’ naszyjnika z muszelek w górach czy też czarodziejskiej różdżki gdziekolwiek na świecie. Niewątpliwie w większości szcześliwymi  nabywcami tych skarbów są dzieci, które ulegają chwili i uraczone magią kolorów dają się skusić na ich zakup. Ale jak zrozumieć ludzi dorosłych którzy zakupują zestaw garnków w miescowości uzdrowiskowej czy też ‘przecudną’ karykaturę zrobioną na ulicy, która w każdym innym mieście nie dość że byłaby znacznie tańsza to jeszcze jej wykonanie byłoby bardziej staranne.

Tak więc ludzie wracając z podróży okupują się wszelkiego rodzaju gadżetami, które są im bardziej lub mniej potrzebne.

Patrząc na siebie nie mogę powiedzieć że jestem inny od reszty. Ja również lubię się otaczać przedmiotami, które przywracają pozytywne wibracje z minionych podróży. Niestety ze względu na niewielką przestrzeń mieszkalną jaką posiadamy staramy się ograniczyć ich gabaryty. Nasza kolekcja magnesów na lodówkę robi całkiem duże wrażenie. Poza tym ilość kolczyków zgromadzonych przez Justynę może również wprowadzić w osłupienie.

Jednak dla mnie osobiście celem numer jeden podczas ‘polowania’ na pamiątki są... widokówki. Można powiedzieć że na ich punkcie mam prawdziwego fioła. Ale nie mówię tu o tych ze standartowym widokiem (zabytków, ludzi, zwierząt). Dla mnie byłoby to zbyt proste i konwencjonalne. Ja staram się wynajdywać takie które przedstawiają miejsca w które odwiedziłem (zazwyczaj są to miasta), ale wyłącznie z lotu ptaka. Muszę powiedzieć że nie są to widokówki zbyt popularne ani łatwo dostępne. Po dziś dzień nie potrafię do końca wytłumaczyć fascynacji  takimi, a nie innymi ‘kartkami’. Bo cóż po pocztówce gdzie wszystkie zabytki są wielkości główki od szpilki i niewiele widać poza ‘lasem’ zabudowy miejskiej. W przypadku ‘tradycyjnych’ pocztówek  zawsze można pokazać znajomym miejsca które się widziało.

Jak już wspomniałem udało mi się zobaczyć kawałek świata (chociaż muszę szczerze powiedzieć więcej było w tym Europy niz Świata J). Ze swojego doświadczenia mogę stwierdzić że na Starym Kontynencie – a w szczególności w krajach Europy Zachodniej nie ma najmniejszych problemów ze znalezieniem jakichkolwiek pocztówek. Do wyboru, do koloru. Są one dostępne/osiągalne niemal na każdym rogu w niemal każdej nawet najmniejszej miejscowości. Taka różnorodność daje duże pole do popisu i zawsze można znaleść jakąś kartkę która zadowoli każdą ze ston. Bo jak to często bywa na wszelkiego rodzaju rekreacyjnych wyjazdach, czy też wakacjach ludzie starają się wysłać rodzinie czy też znajomym pocztówkę, która ‘uzmysłowi’ im na jakim super wyjeździe właśnie przebywamy.

Inaczej przedstawia się dostępność pocztówek we wschodniej części Europy. Tutaj niestety swój negatywny wpływ odcisnął socjalizm, który ‘gościł’ na tych ziemiach przez niemal 50 lat (1945-90). Widokówki są dostępne niemal w każdym mieście jednak ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Często zdjęcia są również nie do końca aktualne. Nie mówię tu o pocztówkach okolicznościowych (urodzinowe, ślubne itd.) których gałąź rozwija się bardzo intensywnie. Na szczęście również te podróżnicze/turystyczne starają się nadgonić stracony czas. Większe miasta widzą w tym całkiem dobrą promocję, więc na rynku pojawia się coraz więcej pocztówek z wizerunkiem miasta jakie chcielibyśmy odwiedzić.

Natomiast zupełnie inaczej sprawa z pocztówkami wygląda w Ameryce Południowej. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że pod tym względem sytuacja w Kolumbii, Ekwadorze czy też Peru (bo jak na razie te trzy kraje udało mi się odwiedzić) jest zupełnie w powijakach. We wszystkich tych krajach znalezienie jakiejkolwiek widokówek graniczy wręcz z cudem. Nie ma ich w punktach sprzedaży gazet, ani na ulicznych stoiskach. Jedynym miejscem gdzie można je spostkać to księgarnie. Ale i tu może nas spotkać niemiła niespodzianka. W większości przypadków są one gdzieś pochowane pod ladą i jedynie zostaną nam pokazane na nasze życzenie. A i tak ich wybór nie zachwyca. W większości są to jakieś zwierzęta lub zbytki ale sprzed 20 lat. No cóż pewnie u nich nic się nie zmienia to po co uaktualniać zdjęcia pocztówkowe.

Muszę stwierdzić że zupełnie inna sytuacja rysuje się w bardziej turystycznych miejscach takich jak: Quito, Cuenca, Lima, Cusco. Tutaj gdzie można spotkać rzesze turystów z zagranicy również rynek widokówek jest znacznie rozbudowany. Ich wielorakość może wręcz przytłaczać. Czasami aż trudno wybrać jakąś sensowną. Można więc znależć pocztówki z zabytkami, zwierzętami, roślinami, dziećmi, scenki z życia, typowe potrawy badź stroje. Tak więc w tych miejscach każdy maniak pocztówkowy będzie w pełni usatysfakcjonowany.

Patrząc z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że nie we wszystkich krajach Ameryki ‘wysyłanie’ pocztówek z wakacji jest mocno spopularyzowane. W większości kartki pocztowe kupują i wysyłają turyści z zagranicy (głównie z Europy: Niemcy, Francuzi, Anglicy), dla których odwiedzane miejsca są egzotyczne z odmienna, zaskakująca kulturą oraz miejscami których nie spotkają nigdzie indziej. Poza tym dysponują oni znacznie większymi środkami finansowymi niż turyści ‘lokalni’ (pochodzący z Ameryki).  Z drugiej strony ‘lokalni’ turyści bardziej preferują robienie zdjęć niż kupowanie pocztówek na których można zobaczyć dokładnie to samo. To wszystko sprawia że ten specyficzny dział pamiątkarski zlokalizowany jest w miejscach najbardziej turystycznych gdzie ciągła ‘rzeka’ obcokrajowców zapewnia stały zbyt.

English:

Finally, after almost four months travelling around America, I found inspiration for my first post on our blog. Maybe I'm not too effusive person or don’t have light of writing, but it's time to make my mark on this trip.

As we have already travelled a bit in Europe I can to some extent titled myself 'true' traveller. And as such a person from every trip - whether it closer or further I try to bring some souvenir. This don’t need to be a work of art, I just like to have an object in the house, so that I can snap at any time to recall positive memories of the last trip. This allows me to somewhat forget about the grey monotony of everyday life (work-home-work) as well as give me the energy and motivation to plan, and above all saving funds for our next trip.

Type of souvenirs largely depends on your taste as the 'traveller'. Significant as also luggage limit and of course you cannot forget about the funds available :) And anyway range of souvenirs available is enormous, if not unlimited. Because for one stone collected from the beach where one spent a romantic evening together will mean more than elaborate sculpture made by a local artist.

Among the items that can be purchased in local shops or stalls range of souvenirs available may well result in dizziness. Starting from lucky stones, all kind of key rings, pendants, necklace, ending on cloths, paintings, posters or the applied arts. It should be mentioned that the quality often leaves much to be desired. Also, their origin is not always related to the place of purchase. Because, how to explain the purchase of 'miracle' necklace of shells in the mountains or a magic wand anywhere in the world. Undoubtedly, the best buyers of these treasures are the children who are easily tempted to buy anything. But how to understand the adults who purchase a set of pots in the towns as a spa or a 'marvellous' caricature done on the street, which in any other city not only that it would be much cheaper yet its finishing would be better.

Thus, people returning from travel come back with all kinds of gadgets that are the more or less useless / unnecessary.

Looking at myself I cannot say that I'm different from the rest. I also like to surround myself with objects that bring back the positive vibes from the last trip. Unfortunately, due to the small living space we have, we try to reduce their size. Our collection of refrigerator magnets makes a pretty big impression. Besides that the amount of earrings collected by Justyna is also quite big.

But for me personally to number one in 'hunting' for souvenirs are ... postcards. You can tell that I am real postcard freak. But I'm not talking about those with a standard view (monuments, people or animals). For me it would be too simple and conventional. I'm trying to find such that depict places I have visited (usually the city), but only from the air. I have to say that they are not too popular or easily accessible postcards. To this day I cannot explain this fascination. On this kind of postcards you cannot see much more than the ‘forest’ of city jungle. In the case of 'traditional' postcards you can always show your friends a place that you have seen.

As I said, I managed to see a bit of the world (although to say honestly there was more of Europe than the rest of the world :)). From my experience I can say that the old continent - particularly in Western European countries I do not have the slightest problem with finding any postcards. They are available / achievable in almost every corner of almost every even the smallest village. This diversity provides a wide field of possibilities and you can always find a postcard for everyone. Because, as is often the case for all kinds of recreational trips or holidays, people are trying to send their families or friends a postcard, which shows them how great trip they just have.

The situation is different in the availability of postcards in the eastern part of Europe. Here, unfortunately, a negative impact cut off socialism, which dominated these lands for nearly 50 years (1945-1990). Postcards are available in almost every city but their quality leaves much to be desired. Often the images are not very up to date. I'm not talking about the occasional post cards (birthday, wedding, etc.) which choice is very big. Fortunately, also touristic cities are trying to catch up now. Larger cities see postcard industry as a pretty good promotion, so on the market appears more and more postcards with a picture of what we would like to visit.

However, a situation with postcards looks completely differently in South America. From my own experience I can say that in this respect the situation in Colombia, Ecuador or Peru (because so far the three countries I visited) is completely in its infancy. In all these countries to find any postcards is almost impossible. They are not in newsagents or at street stands. The only places where you can find them are the bookstores. But here comes an unpleasant surprise. In most cases, they are hidden somewhere under the counter and will only be showed us if we ask for it. And still their choice is not impressive. The majority show some animals or luxuries but 20 years ago. Well, probably here, nothing changes so then why postcards should be updated?

I have to say that situation looks completely differently in the more tourist areas such as Quito, Cuenca, Lima or Cusco. Here is where you can meet thousands of tourists from abroad and the market is full of postcards. Their diversity may even overwhelm. Sometimes it's hard to find the ones you are looking for. You can find postcards of monuments, animals, plants, and children, scenes from the life, typical dishes or the costumes. So in these places every postcard freak will be fully satisfied.

After spending some time here I must say that not in all countries of America sending postcards from holiday is very popular. In most of them tourists from abroad buy and send postcards (mainly from Europe: German, French, English); for whom the visited places are exotic and different with surprising culture and places they cannot see anywhere else. Besides, they have significantly greater financial resources than the national tourists (from the South America). On the other hand 'local' tourists prefer taking pictures than buying postcards on which you can see exactly the same things. All of that cause that this unique souvenir industry is located in the most touristic places where continuous 'river' of foreigners ensures a constant market for them too.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz