czwartek, 13 czerwca 2013

Cusco - nieco wydluzony pobyt... / Cusco - a little bit extended stay...

Scroll down for the English version


W Cuzco nam się nieco zasiedziało...  Jesteśmy tutaj (albo w okolicy) już prawie miesiąc. Złożyło się na to parę powodów: brzydka pogoda przez niemal cały pierwszy tydzeń pobytu tutaj (a Albin stwierdził, że przy pochmurnej pogodzie w czasie pory suchej, nie będziemy zwiedzać jego ukochanych ruin :)), olbrzymia ilość inkaskich ruin do zobaczenia w okolicy, a także zwykła potrzeba odpoczynku, złapania oddechu... Do tego wszystkiego doszedł czas 11 dniu, kiedy to szliśmy do Machu Picchu (ale o tym będzie oddzielny post).

Do tej pory udało się nam już chyba zobaczyć wszystkie ważniejsze ruiny w okolicy (oraz kilka mniej ważnych). Kupiliśmy sobie bilety turystyczne za 130 soli, ważne przez 10 dni i obejmujące 16 atrakcji w Cuzco i okolicy. Warto chyba wspomnieć, że muzea w Cuzco, które są wliczone w cenę biletu są zdecydowanie NIE warte odwiedzenia, w przeciwności do ruin w okolicy miasta. Moim osobistym faworytem były tu ruiny Pisac, które są naprawdę olbrzymie i poza małą częścią, którą odwiedzają wszystkie grupy turystyczne przyjeżdżające do Cuzco, można w nich znaleźć piękne, odosobnione miejsca. Inne naprawdę robiące wrażenie ruiny (które do tego są pomijane przez wycieczki z Cuzco) były ruiny w Pikillaqta, które pochodzą jeszcze z czasów przedinkaskich, z kultury Wari.

Tak w ogóle to odwiedzając te wszystkie ruiny odnieśliśmy wrażenie, że spokojnie większość z nich można by odwiedzić bez biletu, tylko trzeba wiedzieć którędy wejść :) Do jednych z nich – Sacsayhuaman (czyt. „Sexy Woman” lub „Sexy Human” dla ulatwienia sprawy ;)) można wejść za darmo przed godziną 7:00. Strażnicy nie są aż tak zdesperowani, aby przychodzić tam wcześniej, a brama wejściowa od strony miasta jest zupełnie nie zabezpieczona.

Poza tym Cuzco samo w sobie jest prześlicznym miastem, zdecydowanie wartym odwiedzenia, spędzenia tu paru dni, powłóczenia się po tutejszych wąskich uliczkach... Jak wiadomo jest to jedno z najczściej odwiedzanych miejsc turystycznych w Peru. W związku z tym i ceny niestety są turystyczne (czyt. Sporo wyższe niż w innych regionach Peru). I tak np. za menu „turystyczne” (zupa + danie główne + napój + czasami jakiś deser) w centrum miasta trzeba zapłacić około 15-30 soli w zależności od miejsca. Tymczasem, jeśli tylko odejść dalej od Plaza de Armas lub innych dzielnic wypełnionych przez turystów, można się już najeść za 5.5 – 8 soli. Śmiejemy się z Albinem, że to jest menu „lokalne” w odróżnieniu od tego „turystycznego” :)

Oczywiście turyści trzymują się jednynie blisko ważnych atrakcji turystycznych. Czasami wystarczy przejść parę ulic dalej, aby znowu natknąć się na „prawdziwe” Peru, którego mieliśmy okazję doświadczyć tyle razy na północy kraju. Zamiast iść na Mercado San Pedro, który jest polecany turystom w przewodnikach, wystarczy robić zakupy od Peruwianek rozłożonych na ulicy wokół marketu (owoce u nich są prawie dwa razy tańsze niż w środku placu targowego). Albo można się przejść pół godziny do marketu El Molino, gdzie ciężko zobaczyć jakichkolwiek gringosów, a gdzie można kupić wszystko począwszy od warzyw i owoców a na telewizorach skończywszy.

Sama nie wiem co jeszcze mogłabym o Cuzco napisać... Dużo czasu tutaj spędziliśmy bycząc się w hostelu, nadrabiając zaległości ze zdjęciami, blogiem, odpoczywając... Prawie udało się nam spotkać z Asią (moją kuzynką mieszkającą w Limie; wyminęliśmy się, kiedy wyruszyliśmy na trekking) oraz Jeffem, u którego spaliśmy w Medellin (miał bardzo napięty grafik zwiedzania, a ponieważ my nie mamy telefonu ciężko się było jakoś umówić), natomiast udało mi się spotkać z koleżanką z liceum, z którą się nie widziałam chyba z 10 lat! Jak widać czasem trzeba przejechać pół świata, aby spotkać starych znajomych :) I to chyba by było na tyle... W  następnych wpisach dam wam znać jak wyglądał nasz 11-dniowy trekking, jak można się dostać do Machu Picchu i nie zbankrutować oraz jak Peruwiańczycy obchodzą Boże Ciało. Zapraszam do czytania :)


English:


We stayed in Cuzco a little bit longer than we originally planned ... We stayed here (or in the area) for almost a month. This was due to a few reasons: bad weather for almost the entire first week (Albin said that ihe didn’t want to visit his beloved ruins in the cloudy weather during “dry” season), a huge number of Inca ruins to see in the area, as well as a simple need of rest, to catch his breath ... Plus another 11 days when we went to Machu Picchu (but there will be a separate post about it).

So far, we have probably seen all the major ruins in the area (and a few less important). We bought the touristic tickets for 130 soles, valid for 10 days and including 16 attractions in Cusco and the surrounding area. I think it is worth mentioning that the museums in Cuzco, which are included in the ticket price, are definitely NOT worth a visit, as opposed to the ruins around. My personal favourite were the ruins of Pisac, which are really huge and except of a small part that is visited by all the tourist groups coming to Cuzco, you will have a beautiful, secluded location. Other really impressive ruins (which are passed to the trip from Cuzco) were Pikillaqta ruins that date back to the pre-Inca times, the Wari culture.

In general we had an impression that all those ruins were possible to visit without any ticket. We would just need to know from which side to enter them :)  Some of them - Sacsayhuaman (pronounced "sexy woman" or "Sexy Human" to facilitate matters; )) can be accessed for free before 7:00 am. The guards are not so desperate to come there before, and the entrance gate from the town side is not really secured.

Besides Cuzco itself is exquisite city, definitely worth a visit, enjoy a few days there and wander in the local narrow streets ... As you know this is one of the most visited tourist destinations in Peru. Consequently, and unfortunately prices are touristic as well (read: much higher than in other regions of Peru). For example, for the "tourist" menu (soup + main course + drink + sometimes a dessert) in the city centre you have to pay about 15-30 soles depending on the location. However, if you just go away from the Plaza de Armas and other areas filled with tourists, you can already eat for 5.5 - 8 soles. We laugh at Albin that this is the "local" menu as opposed to "tourist" menu :)

Tourists usually stay close to the main tourist attractions.  Sometimes it is enough to go just a few blocks away, to again come across the "real" Peru, which we had the opportunity to experience many times in the north of the country. Instead of going to the Mercado San Pedro, which is recommended for tourists in the guidebooks, just to shop from Peruvian women selling on the streets around the market (the fruits of them are almost two times cheaper than in the middle of the market place). Or you can walk half an hour to the Mercado El Molino, where it is difficult to see any gringos, and where you can buy everything from vegetables and fruits to the TVs.


I do not know what else to write about Cuzco ... We spent a lot of time here in the hostel doing nothing, catching up with photos, blog, resting ... We almost managed to meet with Asia (my cousin from Lima; we missed her when we went for trekking) and Jeff, who was our host in Medellin (he had a very busy schedule of sightseeing, and since we do not have the phone it was somehow difficult to make an appointment), but I was able to meet with my friend from high school, who I had not seen for like 10 years! As you can see sometimes you have to cross half of the world to meet old friends :) I think it would be enough ... In the next posts I will let you know what our 11-day trek looked like, how you can get to Machu Picchu and not go bankrupt and how Peruvianscelebrate Corpus Christi. Enjoy reading it! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz