sobota, 22 czerwca 2013

Arequipa - w Krainie Zych Ludzi / Arequipa - in the Land of Bad People

Scroll down for the English version

Znane polskie przysłowie mówi, że diabeł tkwi w szczegółach. Ja bym jednak powiedziała, że diabeł tkwi w Arequipie. Tkwi i to w głębi osadzony w samym centrum miasta. W jego religijnym sercu – tutejszej katedrze. Siedzi sobie tam cichutko pod amboną i z ukrycia wpływa na tutejszych mieszkańców. W tym przepięknym swoją drogą mieście mieszka bowiem dużo złych ludzi. Za dużo...

Serio, nie lubię Arequipy. Tak jakos od pierwszego momentu... Gdy tu wjeżdżaliśmy wydała mi się niegościnna. I wcale nie mam tutaj na myśli urody miasta. Bo miasto jest prześliczne. Ma uroczą starówkę, wybudowaną z białego kamienia wulkanicznego, w której co i rusz można odnaleźć piękne kolorowe dziedzińce starych kamienic. Z wyglądu miasto bardzo mi się podoba. Nawet tak bardzo, że parę razy powiedziałam Albinowi, że mogłabym tutaj mieszkać. Chodzi jednak o ludzi. Tutejsi ludzie, według moich (bardzo zresztą subiektywnych) obserwacji, należą do najgorszego gatunku naciągaczy. Nie chcą i w ogóle nie starają sie być mili. Nie wiem, czy wynika może to z dużej ilości turystów przyjeżdżających tutaj? Ale w sumie do Cuzco przyjeżdża więcej osób, a jego mieszkańcy, pomimo tego są niesamowicie sympatyczni...

No ale może wyjaśnię o co chodzi... Spotkało mnie tutaj parę nienajmilszych sytuacji. Począwszy od pań w sklepie, które nie wydają prawidłowej reszty. Nie była to jednorazowa sytuacja, tak żebym mogła pomyśleć, że to zwykły przypadek, głupi błąd. Tych sytuacji było przynajmniej kilka, na szczęście szybko przez nas zauważonych.

Na drugi rzut pójdą supermarkety z ich promocjami. Ponownie: kilka razy zdarzyło się nam kupić produkty „z promocji”, które, gdy sprawdziliśmy rachunek, okazały się wcale nie być tańsze. Raz nawet zdecydowaliśmy się produkt zwrócić, gdyż różnica w cenie była tak znacząca. Okazuje się bowiem, że supermarkety stosują przebiegłe triki (czego również nie było w innych miastach Peru, albo przynajmniej my tego nie zauważyliśmy). I tak na przykład malutką czcionką piszą, że promocja jest ważna dopiero na drugi zakupiony produkt. OK, tutaj jest nasza wina, że nie czytamy małej czcionki. Ale drugi trik jest dużo podlejszy: na półce z wielkim znakiem dotyczącym promocji leżą prdukty tej samej firmy, w bardzo podobnych opakowaniach, tyle, że trzy razy droższe od tych z promocji. Produkty promocyjne znajdują się natomiast na półce niżej (czego nie do końca świadomy konsument nie wie i koniec końców kupuje produkt droższy!). Na te „promocje” nie tylko my się nabieramy, gdyż widzieliśmy także Peruwiańczyków zaskoczonych wysoką ceną przy płaceniu rachunku.

Kolejny przykład „złych” ludzi: pani w biurze podróży. Chcieliśmy wypożyczyć palnik na trekking do Kanionu Colca, ale go nie miała. Zaczęliśmy się pytać o wycieczki jakie oferuje i ich cenę. Wszystko w bardzo miłej atmosferze. Miała ona na ścianie wywieszoną mapę, która zainteresowała Albina więc zapytał się czy może jej zrobić zdjęcie (nie była to żadna zabytkowa mapa, a zwykła mapa do kupienia w sklepie, ale nie u tej pani), a ona odpowiedziała „Nie”. Ot tak po prostu. Bez wytłumaczenia. Zwykła, głupia mapa (później Albin znalazł lepszą mapę w innym biurze podróży i zrobił jej bez problemu zdjęcie).

Kolejny przykład: zapytaliśmy się w innm biurze podróży o kupno wcześniej wspomnianego palnika. Pan wystrzelił nam cenę z kosmosu: 400 soli! To jest 10 razy tyle co w Cuzco! W Cuzco taki palnik kosztuje 45-60 soli. Identyczny! Gdy o tym wspomnieliśmy pan nam odpowiedział „To jest reszta Peru, a to jest Arequipa. Nie możecie przekładać cen z reszty Peru do Arequipy” Świetnie!


No i na koniec chłopak w hostelu, do którego się przenieśliśmy. Przenieśliśmy się, bo Albin szedł na Misti i ja miałam zostać sama więc nie chcieliśmy płacić za pokój dwuosobowy, który mieliśmy w poprzednim miejscu. Nowy hostel polecany na Tripadvisor, cena za osobę też wyższa, no ale ma internet, ciepłą wodę i jeszcze parę innych bajerów. Najpierw noc: nasz pokój znajduje się nad recepcją i dlatego jest tańszy. Wiadomo: hałas ludzi wracających po nocy, ciągłe otwieranie drzwi itd. OK. Rozumiem. Ale nie rozumiem, że recepcjonista pozwala grupie dziewczyn siedzieć, gadać (wcale nie sciszonymi głosami), śmiać się przez ponad pół godziny wiedząc, że nad głowami śpią ludzie, którzy słyszą każde (nawet to mówione szeptem) słowo. W końcu Albin, który miał wstać o 5:00 nie wytrzymał i poszedł im zwrócić uwagę. Ale to nie powinno być jego zadanie. Myślę, że od tego jest recepcjonista! I już szczyt wszystkiego rano (co zainspirowało mnie do napisania tego wywodu). Tak jak wspomniałam w hostelu miało być wi-fi. Okazało się, że z jakiegoś powodu na moim laptopie internet nie działa. Poszłam zgłosić to do recepcji i poprosić o zrestartowanie rutera, na co pan mi odpowiedział, że to na pewno problem z moim komputerem, bo on ma internet na swoim smart phonie! Nawet nie spróbował mi pomóc (pomimo mojego nalegania). Gdy już w pełni zrezygnowana poszłam na taras na dachu, po jakiejś godzinie okazało się, że wi-fi zaczęło działać. Gdy zeszłam na dół chłopak z recepcji odpowiedział: „Wiesz, jak później sprawdziłem internet u mnie na laptopie okazało się, że też mi nie działał więc jednak zdecydowałem się zrestartować  ruter” I nie można było tak od początku??

I jeszcze po powrocie z Misti Albin opowiedział mi o przewodniku, którego spotkał na górze, który wolał zatrzymać swoją grupę i kazać im czekać niż powiedzieć Albinowi gdzie ma iść. Wszystko dlatego, że Albin szedł sam i nie zdecydował się płacić za usługi przewodnika! A ja zawsze wierzyłam, że w górach ludzie sobie pomagają...

Na koniec, żeby jednak nie było, że mieszkają tu tylko źli ludzie. Spotkaliśmy także parę naprawdę miłych osób. Na szczególne wyróżnienie zasługuje tu inny przewodnik spotkany przez Albina na Misti. Gdy dowiedział się on, że Albin po drodze zgubił swoje rękawiczki, pożyczył mu zapasową parę, którą niósł dla swoich klientów.
English:

Famous Polish proverb says that the devil is in the details. I would, however, say that the devil is in Arequipa. And it lies in the depth found in the very centre of the city; in its religious centre - the local cathedral. He sits there quietly under the pulpit and affect local residents. As in this beautiful by the way city a lot of bad people live.

Seriously, I do not like Arequipa. Somehow from the first moment ... When we entered here, it seemed inhospitable. And I do not mean here the beauty of the city. Because the town is lovely. It has a charming old town, built of white volcanic stone; you can find here beautiful colourful courtyards of old buildings. From the look of the city I really like. Actually I like it so much that a few times I said to Albin that I could live here. It is about people. The people, according to my (very subjective anyway) observations are the worst kind of hustlers. They do not want and do not try to be nice. I do not know if this can be a result of a large number of tourists coming here? But to Cuzco come more people, and its inhabitants are extremely friendly...

I think I should explain what I mean: We had quite few not very nice situations. Let’s start from the ladies in the shop, who don’t give a proper change. It was not a one-off situation, so that I can think that it's just a coincidence, stupid mistake. There were quite few situations like that, which fortunately we quickly noticed.

The second will go supermarkets with their promotions. A few times it happened that we buy products "of promotion," which, when we checked the bill, were actually not cheaper at all. Once we even decided to return the product because the price difference was so significant. It turns out that supermarkets use cunning tricks (which also was not in the other cities of Peru, or at least we did not notice them). For example, it is written in the tiny font that promotion is valid only for a second product you purchase. OK, here's our fault that we do not read the small font. But the second trick is a lot meaner: on a shelf with a big sign about the promotion there are products of the same company, in a very similar packaging, which are about three times more expensive than those of the promotion. Promotional products are on the lower shelf (not entirely conscious consumer does not know it and end up buying the more expensive product!). We have seen the Peruvians also surprised by a high price when paying the bill.

Another example of "bad" people: travel agents. We wanted to rent a stove for the trek to the Colca Canyon, but the woman in the agency didn’t have them. We started to ask about the tours offered and their prices. All in a very relaxed atmosphere. She had a wall map hanging I the office that Albin was interested in so he asked if he could take a picture of it (it was not a historical map, a normal map for purchase in the store, but not from this lady), and she replied "No". Just like that. Without explanation. Simple, stupid map (Albin later found a better map in another travel agent and took a picture without any problem).

Another example: we asked in another travel agency to buy the above mentioned stove. The guy gave us really high price of 400 sales! It is 10 times as much as in Cuzco! In Cuzco identical stove costs 45-60 soles. When we mentioned about it he said, "This is the rest of Peru, and that is Arequipa. You cannot translate the prices of the rest of Peru to Arequipa "Great!

There was also the guy in the hostel, to which we moved. We moved because Albin went on Misti and I had to be alone so I do not want to pay for a double room, which we had in the previous location. New hostel is recommended on Tripadvisor, the price per person is also higher, but it supposed to have internet, hot water and a few other goodies. First night: our room is located above the reception and therefore is cheaper. And I understand: the noise of people coming back at night, constantly opening doors, etc. OK. Fine. But I do not understand that the receptionist allows a group of girls sit, talk (not in hushed tones), laugh for more than half an hour, knowing that over their heads people are sleeping and these people can  any (even a whisper spoken) word. At the end Albin, who had to get up at 5:00am, went to ask them to be quiet. But it should not be his job. And then situation in the morning happened (which inspired me to write this post). As I mentioned in the hostel was supposed to be Wi-Fi. It turned out that for some reason on my laptop to the internet does not work. I went to speak to the front desk and ask to reboot the router and what was I said? I was said that it is definitely a problem with my computer, because the receptionist it has the internet on his smart phone! He even didn’t try to help me (despite my insistence). Once fully resigned, I went to a rooftop terrace. After some time, it turned out that the Wi-Fi operated. When I went downstairs to the front desk guy said, "You know, after I checked the internet on my laptop, it turned out that it did not work, however, so I decided to reboot the router”. Why couldn’t he do it before?

And after returning from Misti Albin told me about the mountain guide, who he met at the top, who preferred to keep his group waiting rather than to say Albin which direction he should go. That's because Albin went alone and decided not to pay for the services of a guide! And I always believed that in the mountains, people help each other...


At the end of that I want to say that of course there are not only bad people in Arequpia. We also met some really nice people. Another mountain guide met by Albina at Misti specially deserves to be mention here. When he found out that Albin lost his gloves on the way to the top, he lent him a spare pair he carried for his customers.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz