niedziela, 12 maja 2013

Pisco w Pisco / Getting pissed by pisco in Pisco

Scroll down for the English version


Pisco jest małą i w sumie mało ciekawą miejscowością w Peru. Wybraliśmy się tam mając nadzieję odwiedzić jakąś winiarnię produkującą pisco – alkohol, z ktorego Peru jest bardzo dumne. Niestety okazało się, że niemal wszystkie destylarnie pisco nie znajdują się w Pisco (jakby na to wskazywała nazwa miasta) tylko w Ica, z której właśnie przyjechaliśmy. Ups.. Nasz brak wcześniejszego przygotowania dał o sobie znać. No, ale cóż: Shit happens...

Wybraliśmy się na obiad do małej miejscowej restauracyjki. Kiedy czekaliśmy na nasze zamówienie, do lokalu wszedł na maxa wysoki gringo z aparatem fotograficznym przewieszonym przez szyje. Po chwili okazało się, że jest on z Polski :) Ma na imię Witek (jak mój brat!)i mieszka w Krakowie (jak mój drugi brat :)) Jednym z pierwszych pytan bylo:

"A wy tez jestescie z promocji?"
"???"

Okazało się, że brazylijskie linie lotnicze miały jakąś super okazję i za jedyne 1000 zł można było kupic bilety lotnicze do Peru i spedzic tam 2-3 tygodnie. Spowodowalo to fale przylotow "Polakow z promocji" Żegnajcie czasy, gdzie bycie Polakiem było atrakcją dla miejscowych... :)

Razem z Witkiem pojechaliśmy odwiedzić pobliskie ruiny Tambo Colorado. Są to podobno najlepiej zachowane ruiny inkaskie znajdujące się na wybrzeżu. Po przyjeździe postanowliśmy spróbować wkręcić chlopaków na bilet studencki. Na początku pan nie chciał nawet mnie wpuścić na moją angielską legitymację (studiował ją tak uważnie, jakby coś rozumiał z tego co jest na niej napisane, pomimo jego nieznajomości języka angielskiego), ale po tłumaczeniach, że jesteśmy studentami archeologii (SIC!) i jesteśmy na wymianie studenckiej w Limie (SIC! :)) oraz wyzwaniu chłopaków przeze mnie od idiotów za to, że nie wzięli ze sobą legitymacji (SIC!!!!) ja weszłam na teren ruin za 2 sole, a chlopaki dostali specjalną ofertę wejścia za 4 sole (zamiast 8, które powinni zapłacić). Ruiny okazały się naprawdę super ciekawe. Zwiedzaliśmy je zupełnie sami. Włóczyliśmy się po labiryntach korytarzy śmiejąc się, że powinny tutaj być umieszczone sceny akcji gier komputerowych.

Aby wrócić do Pisco musieliśmy złapać jakiś transport. Po raz kolejny próbowaliśmy autostopa, ale tym razem powiedzenie, że w Peru autostop nie jest znany okazało się prawdziwe. Kilka samochodów przejeżdżało koło nas, ale jakoś żaden nie chciał sięzatrzymać... W końcu udało się nam złapać wracające do miasta colectivo. Chyba ostatnie tego dnia. W pewnym momencie w samochodzie przeznaczonym dla około 15 osób jechało jakieś 30 :)

Na zakończenie dnia uparliśmy sie wypić pisco w Pisco. Witek wspomniał, że będąc w Ica pił jakiś koktail na bazie pisco z owocami. Zaczęliśmy go szukać po różnych barach, ale w większości miejsc spotykaliśmy się z zupełnym niezrozumieniem tematu. W końcu trafiliśmy w miejsce, gdzie słowo NIE nie istnieje. Barman, razem z jakimiś czterema innymi osobami do pomocy stworzyli specjalnie dla nas koktajl o jaki prosiliśmy (albo raczej zbliżony do tego o co prosiliśmy, ale przecież liczą się dobre chęci:)) Był on strasznie mocny i po wypiciu dwóch dzbanków na trzy osoby kręciło nam się dosyć mocno w głowach. Gdy do tego postanowiliśmy zamówić piwko, pan sprzedał nam swoje prywatne piwko z lodówki. A gdy poprosiliśmy o kolejne biegł do sklepu, byle tylko zaspokoić nasze prośby (co niestety w niedziele wieczorem okazało się niemożliwe...). Niestety nie pamiętam nazwy tego baru, ale zdecydowanie zasługuje on na rekomendacje w Lonely Planet ;) A jak kiedyś będąc w Pisco traficie na koktaj: Pisco a las Polacos lub Pisco de Tres Amigos to wiedzcie, że to nasza zasługa :)

Tak właśnie Pisco, pomimo, że jest zupełnie nieinteresującą mieściną zasłużyło sobie na oddzielny wpis na blogu :)

ZDJECIA PISCO

English:


Pisco is a small and not really interesting town in Peru. We went there hoping to visit a winery producing pisco - alcohol, from which Peru is very proud of. Unfortunately, it turned out that almost all pisco distilleries are not in Pisco (as the name of the town suggests) but in Ica from where we had just arrived. Oops… That was a price for lack of our prior preparations. Unfortunately: Shit happens...

We went for a dinner to a small local little restaurant. As we waited for our order, really high gringo came to our table with a camera slung over his necks. Shortly it turned out that he actually was from Poland :) His name was Witek (like my brother!) And lives in Cracow (like my other brother :)) We really enjoyed our conversation and we decided to spend the rest of the day together. By the way, he told us about the wave of Poles "of promotion," who currently came to Peru. It turned out that the Brazilian airlines had a great promotion and for only 1000 zł  (200 GBP) it was possible  to fly to Peru for 2-3 weeks. Goodbye to the days where being a Pole was an attraction for local people… :)

Together with Witek we went to visit the nearby ruins of Tambo Colorado. These are supposed to be the best-preserved Inca ruins located on the coast. Upon arrival, we decided to try to get to the ruins on the student tickets. At the beginning a guy selling them did not even want to let me in on my English student ID (he studied it as carefully as if he understood something of what is written on it, in spite of his lack of knowledge of the English language), but the explanations that we were students of archaeology (sic!) and we were the exchange students in Lima (sic! :)) plus I called the guys idiots for not taking with them their student cards (sic!!) and we went into the ruins for 2 soles, and the guys got a special offer to enter ruins for 4 soles (instead of 8, which they should pay). The ruins were really interesting. We visited them all alone. We wandered through the maze of corridors laughing that some computer game scenery should be placed here..

To return to Pisco we had to catch a bus. Once again, we tried hitchhiking, but this time saying that in Peru hitchhiking is not known happened to be true. Several cars passed us, but somehow none of them wanted to stop... In the end, we managed to catch a colectivo returning to the city. I think this one was the last of the day. At some point in the car designed for about 15 people there were about 30 people travelling :)

At the end of the day we insisted to drink pisco in Pisco. Witek mentioned that when he was in Ica he was drinking a pisco-based cocktail with fruit. We started to look for the various bars, but in most places, we were met with a complete lack of understanding. On the end we came to a place where the word NO does not exist. The bartender, along with some four other people to help created especially for us a cocktail we asked for (or rather close to what we asked for, but still: it is good intention that counts:)) It was terribly strong, and after drinking two pitchers for three people we were a bit drank. When we decided to order a beer, the bartender sold us his personal beer from the refrigerator. And when we asked for another one, he run to the store, just to satisfy our requests (what, unfortunately, on Sunday evening, was not possible ...). Unfortunately, I don’t remember the name of the bar, but definitely it was worth the recommendations in the Lonely Planet ;) And if ever being in Pisco you meet cocktails called Pisco de los Polacos or Pisco de Tres Amigos, know that this was our drink :)

This way Pisco, although it is quite uninteresting city deserves a separate post :)

PICTURES PISCO

1 komentarz:

  1. I nawet w Peru można spotkać Polaka ;-P Fajny tekst i fajne zdjęcia. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń