środa, 24 kwietnia 2013

W archeologicznym raju - Peru / In the archaeological paradise - Peru

Scroll down for the English version
Kopalnia zlota w Zarumie / Gold mine
in Zaruma


Z powodu sporych opóźnień w pisaniu, nasze ostatnie trzy tygodnie będą opisane w sporym skrócie… Z Quito wyjechaliśmy nocnym autobusem do Lojy, na południu Ekwadoru, gdzie zostaliśmy ciepło przyjęci przez naszego hosta Juana. Okazało się, że studiował on w Rosji ładnych parę lat, w związku z czym dosyć niespodziewanie, już po raz drugi w Ameryce Południowej miałam okazje poćwiczyć mowę naszych w wschodnich sąsiadów. Sama Loja nie jest jakimś super ciekawym miastem, ale będąc w niej wybraliśmy się do Zarumy – mało w sumie znanego miasteczka, które oddalone jest od Lojy o jakieś 3 godziny jazdy trzęsącym się autobusem po pylastych drogach. Zaruma na pierwszy rzut oka przypomina nieco stare górnicze miasteczko z amerykańskich westernów.

Naszym ostatnim przystankiem w Ekwadorze była Vilcabamba, słynąca ze znajdujących się tam źródeł długowieczności. Jest to również wioska pełna podstarzałych hipisów oraz nieco nawiedzonych backpackersów. Spędziliśmy tam dwa spokojne dni sącząc piwko w lokalnym barze, obserwując powolnie toczące się życie wioski oraz chodząc nieco po okolicznych górkach.

Przekraczając granicę z Peru niestety musieliśmy pożegnać się z super tanimi autobusami ekwadorskimi oraz (przynajmniej na jakiś czas) górskimi krajobrazami. W zamian za to przywitały nas surowe pustynie, pyszne jedzenie oraz niezliczone ruiny. Już w Chiclayo, które było naszym pierwszym przystankiem mieliśmy okazje spróbować typowo peruwiańskich dań takich jak serce krowy czy arroz con leche oraz odwiedzić pierwsze z ruin. Potem było juz tylko coraz lepiej: codziennie mogliśmy podziwiać coraz to nowe stanowiska archeologiczne pochodzące z przeróżnych okresów począwszy od kilkutysięcy lat wstecz (jak na przyklad Sechin) po stosunkowo współczesne zabytki z czasów konkwisty (np. architektura Cajamarki).

Peru wydaje nam się póki co być dużo mniej zorganizowane od Ekwadoru czy Kolumbii. W wielu miejscach można natknąć się na niedokończone budynki, w których już mieszkają ludzie. Spotykaliśmy się z tym już wprawdzie i w Kolumbii i w Ekwadorze, ale jakoś tutaj zjawisko to wydaje się występować na dużo większą skalę. Nawet u jednego z naszych hostów mieszkaliśmy w takim domu, na dachu (a właściwie rozpoczętym, ale niedokończonym pierwszym piętrze) rozbijając sobie namiot. Tak samo jest tutaj dużo więcej śmieci na ulicach, kurzu, hałasu...

W Peru także znowu zaczęliśmy wzbudzać większe zainteresowanie, podobnie jak miało to już miejsce w Kolumbii. Już kilkakrotnie zdarzyło się nam, że ludzie prosili, aby zrobić sobie z nami zdjęcie, a podczas wizyty w jednym z muzeów koło Trujillo, wzięliśmy nawet udział w reklamie jednej z firm autobusowych J

Couch Surfing w Peru póki co działa nam bez zastrzeżeń (i odpukać, żeby tak już zostało! J) U jednego z hostów jak już wspomniałam spaliśmy na dachu w namiocie, z jednym dzieliliśmy jego malutki pokoik, a jeden pokazywał nam swoje zdobycze: ceramikę wykradzioną z grobów w czasach kiedy to jeszcze był nastolatkiem.


No i na koniec jeszcze tylko wspomnę, że w Peru również spotykamy starych znajomych: po pierwsze moją kuzynkę, która obecnie mieszka w Limie i uczy tam angielskiego (http://askazwiedzaswiat.blogspot.com/), a po drugie Filipa (http://stacjafilipa.wordpress.com/), którego gościliśmy u siebie, kiedy to jeszcze mieszkaliśmy w Londynie. Filip tak pozazdrościł nam naszej wycieczki do Ameryki Południowej, że aż po powrocie do Polski kupił sobie bilet do Limy i obecnie podróżuje po Peru (to tak w dużym skrócie J).

Teraz siedzimy sobie w Limie, gdzie zamierzamy spędzić nieco wiecej czasu, mając nadzieję złapać nieco oddechu na dalszą podróż i przygotować się na natłok turystów w południowym Peru. Rozpieszczeni przez położone poza najpopularniejszymi turystycznymi szlakami miejsca, mam wrażenie, że ciężko będzie się nam przyzwyczaić do zatłoczonych zabytków... No, ale i to będzie trzeba nam jakoś przeżyć J

ZDJECIA LOJA
ZDJECIA ZARUMA
ZDJECIA VILCABAMBA
ZDJECIA CHICLAYO
ZDJECIA KUELAP
ZDJECIA CAJAMARCA
ZDJECIA TRUJILLO
ZDJECIA HUARAZ

English:

Relaks w Vilcabambie / Relax in Vilcabamba
Due to significant delays in writing, our last three weeks will be described quite briefly… We left Quito by overnight bus to Loja in southern Ecuador, where we were warmly welcomed by our host Juan. It turned out that he studied in Russia for quite a few years, therefore, quite unexpectedly, for the second time in South America I had the opportunity to practice my Russian. Loja itself is not some super-interesting city, but from there we went to Zaruma - little-known town, which is located about 3 hours’ drive from Loja by shaking bus driving on the dusty roads. Zaruma at first glance reminds me an old mining town of American westerns.

Our last stop in Ecuador was Vilcabamba, famous for are there sources of longevity. It is also a village full of elderly hippies and some weird backpackers. We spent there two days, enjoying some beer in a local bar, watching the slow-going life of the village and walking a bit around the surrounding hills.

Crossing the border with Peru, unfortunately we had to say goodbye to the super-cheap Ecuadorian buses and (at least temporarily) mountain landscape. Instead, we were met by harsh deserts, delicious food and countless ruins. Already in Chiclayo, which was our first stop we had a chance to try typical Peruvian dishes such as heart of cow or arroz con leche and visit our first ruins. After that it was only getting better: every day we could enjoy more and more new archaeological sites from various periods from the few thousand years ago (for example, Sechin) until relatively modern monuments from the time of the conquest (eg architecture of Cajamarca).

Peru seems to be much less organized than Ecuador and Colombia. In many places, you come across the unfinished buildings where people already moved in. We met up with this already in Colombia and Ecuador, but somehow here, this phenomenon seems to occur on a much larger scale. Even with one of our hosts we lived in a house on the roof (actually it was unfinished first floor) in our tent. There is also a lot more garbage on the streets, dust, noise ...

In Peru also we started to be again kind of attraction for local people, as we already were in Colombia. It has already happened to us several times that people asked to take a picture with us and during a visit to a museum near Trujillo we even took part in the commercial for one of the bus companies J

Couch Surfing in Peru has been working perfectly so far (and touch the wood it will stay like that! J). At the place of one of our hosts we slept in the tent on the roof as I have mentioned before, one shared his tiny room  and all his free time with us and another one showed us his secret treasure: collection of ceramics stolen from the graves at the time when he was still a teenager.

In Peru we have managed to meet with some old friends: first with my cousin, who now lives in Lima and teaches English there (http://askazwiedzaswiat.blogspot.com/), and after that with Filip (http://stacjafilipa.wordpress.com/), who we hosted in London before. Filip was so jealous of our trip to South America that after returning to Poland he bought a ticket to Lima and Peru and currently he is travelling here (that is just very brief history J).

Now we are sitting in Lima, where we plan to spend a bit more time, hoping to catch some breath to continue the journey and prepare for the influx of tourists in southern Peru. I feel that it will be hard for us to get used to the crowded, touristic places of southern Peru as we got spoiled by a quite towns, located outside a popular tourist trails... Hey, but it will need us to survive it as well J


PICTURES LOJA
PICTURES ZARUMA
PICTURES VILCABAMBA
PICTURES CHICLAYO
PICTURES KUELAP
PICTURES CAJAMARCA
PICTURES TRUJILLO
PICTURES HUARAZ

1 komentarz:

  1. Dodałem twój blog do katalogu w kategorii podróżnicze: http://znajdzbloga.blogspot.com/ Zapraszam do przeglądania go!

    OdpowiedzUsuń