poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Lima – cząstka Europy w Ameryce Południowej / Lima - a piece of Europe in South America

Scroll down for the English version


Po przeczytaniu tytułu posta zapewne wiele osób się oburzy – jaka Europa? A slamsów nie widzieliście? A biedy na ulicach nie widzieliście? Oczywiście, że widzieliśmy. Tyle, że akurat w Limie z daleka. Tak się nam zdarzyło, że przez cały tygodniowy pobyt tutaj mieszkaliśmy na Miraflores, a wszyscy, którzy Limę znają potwierdzą, że jest to Gringolandia. Ładne apartamentowce, parki z krótko przystrzyżoną trawką, McDonalds i Starbucks niemal na każdym rogu. Oczywiście nie siedzieliśmy cały czas na Miraflores tylko zwiedzaliśmy Limę i to nawet dosyć intensywnie. Całe centrum historyczne poznaliśmy chyba od podszewki. Ale tutaj znowu: centrum historyczne jest ładne, zadbane i takie... europejskie... Mówiłam Albinowi, że jeżeli ktoś by mnie tutaj wysadził i powiedział, że jestem np. w Hiszpani z łatwością bym w to uwierzyła. Brak tutaj wszechobecnego południowoamerykańskiego bałaganu, niedokończonych budynków, nawet kierowcy na ulicach jakoś bardziej szanują pieszych, a ludzie w autobusach aż tak się nie przepychają jak miało to miejsce w innych miastach.

Oczywiście wszystko to dotyczy tylko Centrum oraz Miraflores. Filip (o którym już wspominałam w poprzednim poście), który dopiero co wylądował w Limie, a na dodatek mieszkał gdzieś na północy miasta miał o niej zupełnie inne zdanie. Powiedział wręcz, że jest ona koszmarem urbanisty pod względem liczby niedokończonych budynków, na ulicach panuje kompletny chaos, a kierowcy nieustannie używają klaksonów. I to również jest prawdziwy wizerunek Limy.

Jeszcze do cech typowo południowoamerykańskich dodałabym specjalizacje dzielnic handlowo-usługowych. Wygląda to nieco jak u nas w średniowieczu, kiedy to na jednej ulicy mieszkali i pracowali sami krawcy, a na drugiej piekarze. Tutaj natknęliśmy się na dzielnicę drukarską, muzyczną, optyczną... W każdej z nich znajduje się całe mnóstwo sklepików oferujących dokładnie te same usługi. Aż zastanawiamy się z Albinem jak to może funkcjonować. Jest to system bardzo wygodny dla klienta (nie trzeba latać po calym mieście, aby porównać ceny czy usługi), ale będący zdecydowanym utrudnieniem dla przedsiębiorców.

Jak już wspomniałam w poprzednim poście udało się nam tutaj spotkać z moją kuzynką Asią oraz naszym znajomym Filipem. Z Filipem planowaliśmy się także spotkać w Ayacucho, jednakże dosyć niespodziewany przyjazd siostry Albina plany te pokrzyżował. Żeby nie było nam za mało rodzinnych spotkań i ona przyleciała do Peru w czasie kiedy akurat przebywaliśmy w Limie. Ona akurat przyleciała zawodowo, jako że pracuje jako pilot wycieczek, ale i tak udało się jej wygospodarować jeden wieczór na spotkanie z nami. Tym sposobem pobyt w Limie wydłużył się nam do tygodnia (zamiast planowanych 5 dni), ale myślę, że warto było :)

A jeżeli chodzi o zwiedzanie Limy to tak jak już wspomniałam: zwiedziliśmy całe centrum historyczne, odwiedziliśmy sporo różnych kościołów, muzeów, pojechaliśmy na dwa punkty widokowe, byliśmy na plaży i Albin nawet się kąpał w oceanie. Wpadliśmy na zachód słońca do Barranco, ja byłam na kawie w San Miguel, zwiedzaliśmy ruiny kultury Lima w Miraflores i San Isidro (dwie piramidki), a także wybraliśmy się na dwie wycieczki pod Limę: do Caral, czyli najstarszego miasta obu Ameryk, starszego nawet od piramid w Egipcie (w sumie zszedł nam tam cały dzień i wcale nie było się tam tak łatwo dostać..) oraz do Pachacamac, które aż do czasów Inków było ważnym miejscem pielgrzymkowym.

Tak nam minął tydzień, podczas którego ja miałam niby odpocząć, ale w sumie średnio mi się to udało m.in. ze względu na intensywność zwiedzania. Teraz wybieramy sie do Ayacucho zobaczyć kolejne ruiny na naszej trasie (Albin obiecuje, że po Peru będzie ich mniej! :)), a potem na kilka dni planujemy przeczekać weekend majowy w parku narodowym Paracas. Mam  nadzieję, że tam w końcu mi się uda podładować nieco baterie, bo coraz bardziej potrzebuję odpoczynku... :)

ZDJECIA SECHIN
ZDJECIA LIMA
ZDJECIA PACHACAMAC
ZDJECIA CARAL

English:


I guess that after reading the post title a lot of people might be outraged - what Europe? Haven’t I seen slums? Haven’t I seen poverty on the streets? Of course I've seen all of that. But from the distance. For all the time we stayed in Lima we stayed in Miraflores – which seems to be Gringoland here. Nice apartment buildings, parks with short trimmed grass, McDonalds and Starbucks on almost every corner. Of course, we did not spend all the time just visiting Miraflores.  We have done quite a lot of sightseeing in Lima. We have seen the entire historic centre. But here again, the historical centre is nice, neat and so ... European ... I said to Albin that if someone would have dropped me here and told me I was in Spain for example, I would have easily believed it. There is none of the South American mess here, unfinished buildings, even drivers on the streets somehow more respect pedestrians and people on buses are not so rude as it was in other cities.

Of course, all this applies only to the Centre and Miraflores. Filip (which I mentioned in a previous post), who had just arrived in Lima, and in addition he lived somewhere in the north of the city had a completely different opinion about the city. He said simply that it is a nightmare for urban planners in terms of unfinished buildings, the streets full of chaos, with drivers using horn all the time. And it also is a real image of Lima.

Yet the characteristics typical for South American cities are for example specialized districts. It looks a bit like Europe in the Middle Ages, when on the same street lived and worked tailors and on the other bakers. Here we came across the district of printers, musicians, opticians... In each of them there are a whole lot of shops offering exactly the same services. We wonder how this can work. This system is very convenient for the customers (you do not have to run all over the city to compare prices and services), but being a strong obstacle for entrepreneurs.

As I mentioned in a previous post, we were able to meet here with my cousin Asia and one of our friends Filip. With Filip we also planned to meet in Ayacucho, but quite unexpected arrival of Albin’s sister changed our plans. She came here professionally, as she works as a tour guide, but still she managed to find time one evening to meet us. In this way our stay in Lima extended for over a week (instead of the planned five days), but I think it was worth it J

And if talking about sightseeing Lima as I said before: we toured the entire historical centre, we visited many different churches, museums, went on a two viewpoints, we were on the beach and Albin even swam in the ocean. We ran into the sunset to Barranco, I was having coffee in San Miguel, we visited the ruins of the Lima culture in Miraflores and San Isidro (two pyramids) and we went for two tours outside Lima: the Caral, the oldest city in the Americas and even older than the pyramids in Egypt (in total we went there all day and it was not so easy to get there...) and to Pachacamac, which up to the time of the Incas was an important place of pilgrimage.

So we spent there over a week and now we are going to see more ruins in Ayacucho (Albin promises that after Peru there will be less of them! J), and then for a few days we plan to spend in Paracas national park. I hope that eventually there will recharge my batteries a bit because I need to rest more ... J

PICTURES SECHIN
PICTURES LIMA
PICTURES PACHACAMAC
PICTURES CARAL

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz