środa, 27 marca 2013

W cieniu wulkanu Tungurahua / In the volcano Tungurahua 's shadow

Scroll down for the English version

Ilekroc w Kolumbii czy Ekwadorze spotykalismy turystow, ktorzy juz troche Ekwadoru zobaczyli, zawsze z ich ust slyszelismy: "Musicie jechac do Banos!". Nawet w naszym przewodniku napisano, ze Banos jest "un pedacito de cielo" czyli "czastka nieba". Tym sposobem na naszej poczatkowo dosyc okrojonej mapie podrozy pojawilo sie nowe miejsce do zobaczenia. 

Do Banos dotarlismy z Quito wieczorem i od razu swe kroki skierowalismy do domu naszego hosta - Juanka. Byl to kolejny po Quito dom pelen couch surfer'ow. Spotkalismy tam miedzy innymi sympatyczna kanadyjsko-francuska pare, z ktora postanowilismy sie razem powloczyc po okolicy. Niestety pierwszy poranek powital nas intensywnym deszczem i
szaro-burym niebem.. W zwiazku z tym nasze plany legly w gruzach (srednio nam sie usmiechalo wchodzic w deszczu na punkt widokowy, z ktorego i tak nic nie bedzie widac...). W zwiazku z tym dzien spedzilismy
wloczac sie nieco po miasteczku, a po poludniu poszlismy wykapac sie w tutejszych goracych basenach, od ktorych zreszta wziela sie nazwa miasteczka. Zrodla te wystepuja tutaj ze wzgledu na czynny wulkan Tungurahua u stop ktorego polozone jest Banos. W miasteczku znajduje sie kilka kompleksow basenow z goraca wulkaniczna woda. W kompleksie, do ktorego my sie wybralismy bylo kilka basenow z temperatura wody pomiedzy 16 a 42 stopni Celcjusza. Przeskakiwanie z goracej do cieplej wody i na odwrot bylo sporym wyzwaniem dla organizmu i mamy nadzieje, ze nas nieco zahartowalo na reszte wyjazdu :)

Drugiego dnia obudzilo nas piekne slonce. Decyzja wiec byla szybka: ruszamy w gory! Na pierwszy rzut poszedl punkt widokowy z posagiem Maryi na szczycie oraz krotki (okolo 2-godzinny) spacer przez okoliczne wzgorza do kolejnego punktu widokowego. Potem wynajelismy rowerki (udalo nam sie znalezc firme wynajmujaca je za jedyne 5USD, podczas gdy w wiekszosci miejsc cena wahala sie od 7 do 10USD za dobe) i wyruszylismy w trase wzdluz rzeki Pastaza, ktora jest jednym z doplywow Amazonki. Wzdluz malowniczej drogi znajduje sie mnostwo malych i wiekszych wodospadow, w kilku miejscach mozna przejechac na druga strone rzeki nieco staroswiecka kolejka linowa czy tez zjechac na linie ze stromego urwiska badz skoczyc z mostu. Po drodze, w jednej z licznych restauracji czy tez jadlodajni,  mozna rowniez zjesc pysznego, swiezego pstraga, ktory jest wylawiany z basenu na nasze zyczenie. Najwieksza jednak naszym zdaniem atrakcja znajduje sie na koncu trasy, ktora my sie zdecydowalismy zrobic (w sumie mozna przejechac cala droge do Puyo - okolo 63km, my jednak zdecydowalismy sie na krotsza i ciekawsza wersje). Jest to wodospad Pailón del Diablo, ktory z niemal diabelska sila spada w gleboka i waska gardziel. Woda tam pieni sie, kotluje jakby rzeczywiscie sam diabel do tego reki przykladal. Najlepsza czescia wizyty przy wodospadzie jest podejscie do tylu wodospadu, gdzie jest chyba niemozliwym pozostanie suchym. Frajdy mielismy przy tym co niemiara :)

Z Banos udalismy sie do Riobamby, z ktorej mielismy w planie podejsc na Chimborazo. Wulkan ten uznawany jest za najwyzsza gore swiata jesli mierzyc jej wysokosc od jadra Ziemi. My chcielismy podejsc jedynie do drugiego schroniska, ktore polozone jest na wysokosci 5000 m n.p.m. Jeszcze do niedawna, aby tam wejsc nie potrzeba bylo wynajmowac uslug przewodnika, niestety okolo miesiaca temu zmienilo sie prawo i indywidualni turysci nie maja szansy na wejscie... Tzn podobno mozna to jakos obejsc, ale zajelo by
nam to za duzo czasu. Natomiast wynajecie agencji kosztowaloby nas 60USD za osobe, co jest duuuuzo powyzej naszego budzetu, w zwiazku z czym zadowolilismy sie ogladaniem Chimborazo z perspektywy Riobamby. Kolejnym planem na Riobambe byla przejazdzka slynnym pociagiem wokol Nariz del Diablo (czyli Diabelskiego Nosa). Jeszcze do 2007 roku mozna bylo przejechac sie pociagiem jadac na jego dachu. Niestety w 2007 roku, po tym gdy dwoch Japonczykow zginelo w czasie tej przejazdzki (z Albinem sie smiejemy, ze pewnie jak to Japonczycy pewnie robili akurat jakies zdjecia i sie zagapili przed wjazdem do tunelu), rzad ekwadorski zakazal tej atrakcji. Obecnie przejazdzka odbywa sie w luksusowych wagonach, trwa 2.5 godz i kosztuje 25 USD. Zadna frajda... Owszem widoki sa podobno calkiem niezle, ale jadac mniej wiecej ta sama trasa autobusem z Riobamby do Cuenca, moglismy podziwiac mniej wiecej te same krajobrazy (a kosztowalo nas to jedyne 6
USD za 6 godz jazdy :))

W zwiazku z kolejna zmiana planow, spedzilismy w Riobambie czas bardzo spokojnie. Przezylismy tez swoja pierwsza prawdziwa ulewe rownikowa, ktora w ciagu zaledwie 15 minut zdolala zalac miasto i spowodowac mini-powodz. W zwiazku z ta ulewa, slyszelismy plotki, ze Tungurahua moze wybuchnac, ale pomimo grozno brzmiacych pomrukow (ktore zreszta okazaly sie byc grzmotami burzy) nic sie nie stalo. Wybralismy sie takze do malej, uroczej wioseczki pod Riobamba - Guano, gdzie spotkalismy pana w informacji turystycznej, ktorego narzeczona jest Polka :) 

Wyjezdzajac z Riobamby zegnalismy sie rowniez z dostojna, dymiaca sylwetka Tungurahua oraz uspionym Chimborazo. Po pelnej ekwadorskich Indian Riobambie przyszedl czas na mega turystyczna Cuenca.

ZDJECIA BANOS
ZDJECIA RIOBAMBA
ZDJECIA GUANO

English:


Whenever in Colombia and Ecuador, we met tourists who already saw some of Ecuador, we always have heard from them: "You have to go to Banos." Even in our guidebook says that Banos is "un pedacito de cielo" or "a little bit of heaven." This way on our initially quite reduced travel map appeared a new place to see.

We arrived to Banos from Quito in the evening and immediately went to the house of our host - Juank. This was another after Quito house full of couch surfers. We met there a nice Canadian-French couple, with whom we decided to wander around together. Unfortunately, the first morning greeted us with heavy rain and gray sky... That ruined our plans for that day (we really didn't want to climb the hill to the viewpoint from where we wouldn't be able to see anything anyway ...). Because of that, we spent the day wandering around the town a bit, and in the afternoon we went to bathe in the local hot pools after which the town had its name. These hot springs occur here because of the active volcano Tungurahua at the foot of which Banos is located. In the town there are few complexes of pools with hot volcanic water. In the complex which we choose there were several swimming pools with water temperatures between 16 and 42 degrees Celsius. Jump from hot to warm water and vice versa was a challenge to the body, and we hope that it somewhat hardened us for the rest of the trip :)

On the second day the beautiful sun woke us up. The decision was fast: we go to the mountains! At first we went to the viewpoint at the top of the hill where Our Lady statue is located and after that we had a short (about 2 hours) walk through the surrounding hills to the next viewpoint. Then we rented a bicycle (we were able to find rental company which them for only 5USD, while in most places price ranged from 7 to 10USD per day) and went along Pastaza River, which is one of the tributaries of the Amazon. Along the road there are plenty of small and bigger waterfalls, in a few places you can go to the other side of the river in a little bit old-fashioned cable car, jump off the bridge or take a canopy ride. Along the way there are many restaurants where you can eat delicious, fresh trout, which is a fish out of the pool at your request. However, in our opinion, the biggest attraction is located at the end of the route, which we decided to make (in total you can ride all the way to Puyo - about 63km, but we we decided for a shorter but more interesting version). It is a waterfall Pailón del Diablo, which with almost diabolical force falls in deep and narrow gorge. The best part of the visit to the waterfall is a walk to the back of waterfall, where it is probably impossible to remain dry. We had so much fun there! :)

From Banos we went to Riobamba, from where we wanted to climb Chimborazo. This volcano is considered to be the highest mountain as its summit is the farthest point on the Earth's surface from the Earth's center. We wanted only to climb to the second shelter, which is located at an altitude of 5000 m above sea level. Until recently there was no need to hire a guide service, unfortunately, about a month ago  the law changed and individual tourists do not have a chance to climb without a guide ... I mean, apparently you can get around it somehow, but it would take us too much time. However, hiring a agency would have cost us 60USD per person, which is way above our budget. Because of that we just enjoyed watching Chimborazo from the perspective of  Riobamba. Another plan in Riobamba was to take a train ride around the famous Nariz del Diablo (the Devil's Nose). Until 2007 tourists could ride the trains on the roof. Unfortunately, in 2007, after the two Japanese were killed during the rides (with Albin we are joking that probably as the typical Japanese they probably did just some pictures and they didn't notice that they were entering the tunnel), the Ecuadorian government forbade this attraction. Currently ride takes place in luxury cars, it takes 2.5 hours and costs 25USD. Neither fun ... Yes, the views are supposedly pretty good, but driving more or less the same route by bus from Riobamba to Cuenca, we could admire more or less the same scenery (and it cost us only $ 6 for 6 hours drive :))


Because of all the changes, the time we spent in Riobambie was very peaceful. We also experiences our first real equatorial downpour, which in just 15 minutes managed to pour the town and cause a mini-flood. In connection with this rain, we heard rumors that the Tungurahua may explode, but despite scary sounding grunts (which turned out to be a thunder storm) nothing has happened. We went to a small, charming village close to Riobamba - Guano, where we met a guy in tourist information center, whose fiancee was from Poland :)

Leaving Riobamba we were saying goodbye also to gracious, smoking Tungurahua and dormant Chimborazo . After a Riobamba which was  full of Ecuadorian Indians we came to do a mega touristic Cuenca.

PICTURES FROM BANOS
PICTURES FROM RIOBAMBA
PICTURES FROM GUANO

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz