niedziela, 17 marca 2013

Bienvenido a Ecuador :)

Scroll down for the English version

Las Lajas
Po licznych przygodach z wyjazdem z Kolumbii, o ktorych mozecie przeczytac tutaj, udalo nam sie dotrzec do Ekwadoru. Zanim jednak tam wjechalismy zatrzymalismy sie na chwile w Ipiales (skoro tyle nam zajelo dojechanie tutaj, to przynajmniej chcielismy nieco poznac to przygraniczne miasto). Zatrzymalismy sie w jednym z hotelikow przy dworcu autobusowym, ktory moze nie byl najpieknieszy, za to tani jak barszcz (jedyne 20 000 pesos - 10 USD za noc, za pokoj dla dwoch osob). W samym Ipiales nie ma zbyt wiele do zobaczenia: pare kosciolow i olbrzymi rynek warzywno-owocowy. Warto natomiast wybrac sie do polozonego w poblizu Sanktuarium Matki Boskiej na Skale w Las Lajas. Jest to jedno z najczesciej odwiedzanych miejsc pielgrzymkowych w Ameryce Poludniowej. Jest to troche taka nasza polska Czestochowa, gdyz znajduje sie tutaj cudowny obraz Maryi, ktory ma czynic cuda. W okolicy kosciola mozna znalezc cale mnostwo tabliczek z podziekowaniami za te cuda, ale takze za zwykle szczesliwe zycie. Kosciol jest malowniczo polozony w dolinie rzeki i jest bardzo wdziecznym obiektem do fotografowania. 

W Ipiales spedzilismy jeden dzien (nie bardzo wiem, co mozna by tam dluzej robic..) po czym w koncu wjechalismy do Ekwadoru. Nasza pierwsza granica w Ameryce Poludniowej byla bardzo przyjazna podroznym: jeden stempelek na wyjazd z Kolumbii, drugi na wjazd do Ekwadoru. Dziekujemy. Witamy w Ekwadorze. Bienvenido a Ecuador :)

Tulcan
Naszym pierwszym celem byla kolejna przygraniczna miejscowosc: Tulcan. Tym razem tylko na pare godzin, gdyz cel mielismy tylko jeden: zobaczyc tutejszy cmentarz, o ktorym slyszelismy, ze warto zwiedzic. Z dworca autobusowego, z plecakami pojechalismy taksowka pod brame nekropolii i niemalze od razu rzucily sie nam w oczy niesamowite zywoploty. Caly cmentarz jest nimi pieknie ozdobiony. Sa tam zywoplotowe rzezby zakonnic, krzyze, rozne zwierzeta, postacie... Groby rowniez wygladaja inaczej niz w Polsce czy w Anglii. Przypominaja one bardziej szufladolandie, gdzie jeden grob jest polozony pomiedzy dwoma innymi, a pod nim i nad nim znajduja sie kolejni zmarli. Takie w sumie radosne spoczywanie w gronie znajomych :)

W Tulcan wsiedlismy w autobus do Ibarry. Warto tutaj wspomniec, ze podrozowanie po Ekwadorze autobusami jest niesamowicie tanie: kazda godzina jazdy kosztuje nas 1USD. Tym sposobem za 2.5 godz jazdy do Ibarry zaplacilismy jedynie 2.5 USD. To lubimy :)

Ibarra jest ladnym miasteczkiem polozonym pomiedzy wulkanami i to wlasnie jeden z nich - Imbambura byl naszym glownym celem przyjazdu tutaj. Imbambura wznosi sie na wysokosc 4630m n.p.m. i aby na nia wejsc nie potrzeba wynajmowac przewodnika. Miala byc ona dla nas rozgrzewka i czescia aklimatyzacji zanim pojedziemy do Peru czy Boliwii, gdzie bedziemy przebywac na tych wysokosciach nieco czesciej. Z wulkanu roztaczaja sie cudne widoki na okoliczne doliny oraz na Ibarre. Nam niestety nie bylo dane ogladac ich z samego szczytu gdyz po pierwsze caly szczyt byl spowity w chmurach, a po drugie na sam szczyt nie udalo sie nam dotrzec z powodu mojej kondycji... powyzej 4400 m n.p.m. zaczelam miec zawroty glowy, a poniewaz nie wiedzielismy jak daleko od nas jest szczyt i jakie tam jest dojscie - wczesniej musielismy sie nieco wspinac po skalach, zdecydowalismy sie zawrocic. Pozniej okazalo sie, ze naprawde niewiele nam do szczytu zabraklo, ale i tak wydaje mi sie, ze podjelismy rozsadna decyzje. Pomimo braku widokow z gornych partii wulkanu dzien byl cudowny, nie padalo, a piekne krajobrazy widoczne z nizszych czesci gory czesciowo rekompensowaly nam inne niedogodnosci. 

Nastepnego dnia bolaly nas nieco nogi, ale poniewaz dzien spedzilismy w autobusie do Quito (kolejne 2.5 USD) nie przeszkadzalo nam to za bardzo. 


English:

Las Lajas
After many adventures of traveling from Colombia, about whom you can read here, we were able to get to Ecuador. But before we went there we took a moment to visit Ipiales (since it took us so long to get here, at least we wanted to know a little more about this border town). We stayed in one of the hotels next to the bus station, which was maybe not the most beautiful, but really cheap (only 20 000 pesos - $ 10 per night, per room for two people). In Ipiales there is not much to see: a couple of churches and huge fruit and vegetable market. However it is worth to go to a nearby Sanctuary of Our Lady of the Rock in Las Lajas. It is one of the most visited pilgrimage sites in South America. It is a little bit like our Polish Czestochowa or Lourdes in France, because here is a picture of Mary, which is believed to make wonders. In the area around ​​the church a little board with thanks for the miracles can be found. The church is beautifully situated in the valley of the river and is very picturesque as well.

In Ipiales we spent one day (do not really know what else you can do there..) and then in we went to Ecuador. Our first boundary in South America was very friendly to travelers, one stamp to go to Colombia, the second to enter Ecuador. Thank you. Welcome to Ecuador. Bienvenido a Ecuador :)

Tulcan
Our first destination was another border city: Tulcan. This time, only for a few hours, because we had only one goal: see the local cemetery, about which we have heard, that it is worth a visit. From the bus station we took the taxi and with our backpacks we went to the cemetery gate. Almost immediately we were amazed by the beautiful hedges. The whole cemetery is beautifully decorated with them. There are religious sculptures, crosses, different animals, characters made from them... Tombs also look different than in Poland or England. They look more like drawers, where one grave is located between two others, and under it and over it are located another graves. A little bit like joyful rest with friends :)

In Tulcan we got on the bus to Ibarra. It is worth to mention that traveling by bus in Ecuador is incredibly cheap: each hour drive costs us 1 USD. In this way, for 2.5 hours driving to Ibarra we paid only 2.5 USD. That is what we like :)

Ibarra is a nice little town situated between volcanoes and one of them - Imbambura was our main reason for coming here. Imbambura rises 4630m above sea level and to climb it you do not need to rent a guide. It was supposed to be a warm-up for us and part of acclimatization before we go to Peru or Bolivia, where we will spend on the heights a little more time. The volcano offers wonderful views of the surrounding valley and Ibarra. Unfortunately, we could not watch the view from the top because the whole first peak was shrouded in clouds, and, secondly, to the very top, we could not reach because of my condition ... above 4400 m above sea level I started to have dizziness, and because we did not know how far away is the top and how we can get there - before we had to ramble a bit, we decided to turn back. Later it turned out that we were really close from the summit, but it seems to me that we took a reasonable decisions. Despite the lack of views from the upper parts of the volcano it was a wonderful day, it didn't rain, and beautiful landscapes seen from the lower part of the volcano partially compensated us another inconvenience.

The next day our legs were hurting, but because we spent the day on the bus to Quito (another 2.5 USD) it did not bother us too much.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz