piątek, 1 marca 2013

Kawa w Kolumbii / Coffee in Colombia

Scroll down for the English version

W zwiazku z tym, ze utknelismy w Cali mam w koncu troche czasu zeby cos napisac (tak wiec jak widac nie ma tego zlego...).


Droga z Medellin do Armenii jest bardzo malownicza. Nasz autobus jechal przez piekne, zielone doliny, otoczone wysokimi gorami. Niestety z powodu licznych serpentyn (oraz lekkiego kaca po imprezie) polowe drogi zdecydowalam sie przespac. Gdy tylko sie budzilam nie moglam wyjsc z podziwu nad mijanymi krajobrazami. 

Armenia sama w sobie okazala sie byc niezbyt ciekawym, sporym miastem (chociaz wszyscy nam mowili, ze to zaledwie wioska; byc moze w porownaniu do innych miast kolumbijskich...). Nastepnego dnia z samego rana wybralismy sie do Salento - malutkiego (i bardzo turystycznego) miasteczka w poblizu Armenii. Gdy tylko podeszlismy na rynek, aby zobaczyc co sie dzieje (a byl akurat jakis festyn) uslyszalam: 

-Bienvenido a visitadores de Polonia!
-???????? Skad oni wiedza, ze tu jestesmy??

Po chwili stwierdzilismy, ze oczywiscie musza tu byc jacys inni Polacy i zaczelismy wypatrywac w tlumie polskich mordek :) Dosyc szybko namierzylam jedna dziewczyne, ktora akurat siedziala na jeepie do rozwozenia kawy Gdy tylko zeszla poszlismy z nia porozmawiac. Okazalo sie, ze nie tylko jest z Polski, ale jeszcze ma na imie Justyna! :) Niestety musiala dosyc szybko sie z nami rozstac, gdyz jej grupa jechala na dalsza czesc wycieczki.

Spacerkiem obeszlismy sobie Salento, weszlismy na tutejszy punkt widokowy, po czym czekajac na jeepa, ktory mial nas zawiezc do Cocory poszlismy na prawdziwa kolumbijska kawe...

Jazda jeepem w Kolumbii jest przygoda sama w sobie. Do jeepa, do ktorego normalnie wchodzi 9 osob lacznie z kierowca, tutaj laduje sie osob 16-17, podobno nawet do 20. Oznacza to oczywiscie, ze czesc osob musi stac na platformie z tylu samochodu trzymajac sie przyczepionego do dachu bagaznika. Jazda w takich warunkach jest chyba tylko porownywalna do jazdy na kolejce w wesolym miasteczku w Europie :) Wiatr we wlosach, ryzyko odpadniecia (szczegolnie na zakretach!), piekne widoki... wszystko to sprawia, ze jazda ta jest niesamowita frajda. 

Valle de Cocora jest gorska dolina, w ktorej rosna wysokie do nawet 60m palmy. Z powodu wysokosci oraz wilgotnego klimatu (w koncu jestesmy kolo rownika!) ich korony tona w chmurach, co sprawia kapitalne wrazenie. 

Z Valle de Cocora wybralismy sie na trekking do Acaime (swoja droga Cocora i Acaime to imiona Indianskich ksiezniczek) - malutkiego domku w srodku lasu deszczowego, do ktorego zlatuja sie stada malenkich kolibrow. Podobno mozna sie ich tam doliczyc nawet do 18 gatunkow. Do Acaime wiekszosc ludzi wybiera sie na koniach. My jednak zdecydowalismy sie na wersje budzetowa i postanowilismy sie tam przejsc. Droga przez las deszczowy do najlatwiejszych nie nalezy, ale jako, ze byl to bardzo popularny szlak (wydeptany zarowno przez ludzi jak i koni) nie przysporzyl nam on zbyt wielu problemow. Droga prowadzila wzdluz rzeki, przez ktora poprowadzone zostaly watpliwej trwalosci drewniane mostki. Kilka razy przechodzilismy jednak przez rzeke po kamieniach i ja (sierota!) dwa razy wpadlam do rzeki! Zaleta tego, ze moje buty byly zupelnie przemoczone i brudne, byl fakt, ze nie musialam sie juz przejmowac blotem, konskimi kupami czy kaluzami po drodze :)

Wieczorem zmeczeni wrocilismy do domu, aby nastepnego dnia wybrac sie na plantacje kawy - Recuca (kolo Barcelony). Wycieczka nalezala do bardzo udanych. Uroczy przewodnik oprowadzil nas po plantacji, gdzie moglismy sami pozbierac kawe, zobaczyc jak sie ja pozniej przerabia, parzy, a na koniec przebrac sie w stroje ludowe i potanczyc lokalne tance (Albin nawet mial okazje powalczyc na maczety z przewodnikiem :))

Z Armenii wybralismy sie do Cali ale mysle, ze o tym bedzie nastepnym razem... :)

ZDJECIA


As we've got stuck in Cali, eventually I have time to write something (so on the end of the day this is not too bad :))

The road from Medellin to Armenia is a very picturesque. Our bus was traveling through beautiful, green valley, surrounded by high mountains. Unfortunately, due to a number of streamers (and a slight hangover after the party) I was sleeping for half a way but as soon as I was waking up I could not get out of admiration over landscapes we were passing.


Armenia itself turned out to be not very interesting, big city (although everyone we spoke with was saying that this is just a village, perhaps in comparison to other Colombian cities ...). The next day in the morning we went to Salento - a tiny (and very tourist) town near to Armenia. As soon as we walked to the market to see what's going on (and there was some small festival) I heard:

-Bienvenido a visitadores de Polonia!
-??? How did they know we were here?

After a while we realized that there must be other Poles and we started to look for the Polish faces in the crowd :) Quickly enough we tracked down one girl who just sat on the coffee jeep for but as soon as she climbed down of it we went to talk with her. It turned out that she was not only Polish, but her name was also Justyna! :) Unfortunately, she had to leave us quite quickly, because the group she were traveling with was going.

Slowly we walked around Salento, we walked to the local viewpoint, and we went for a real Colombian coffee, while waiting for a jeep, which was to take us to Cocory  Valley...

Driving a jeep in Colombia is an adventure in itself. The jeep which normally can take 9 persons including the driver, here is charging 16-17 people, sometimes apparently even to 20. This means, of course, that some people must stand on a platform on the back of the car holding to the roof attached to the trunk. Driving in these conditions is probably only comparable to riding a roller coaster in Europe :) Wind in your hair, the risk of fall (especially on bends!), beautiful views ... all of this makes the ride the incredible fun.

Valle de Cocora is a mountain valley, where grow palm trees as much as 60m high . Because of the altitude and humid climate (on the end of the day we are close to the equator!) their crown hide in the clouds, making paramount impression.

In the Valle de Cocora we went trekking to Acaime (by the way Cocora and Acaime are the names of the Indian Princesses) - a tiny cottage in the middle of the rainforest, where we can find plenty of hummingbirds. Apparently we can find there up to 18 species. Most people choose to go Acaime on horseback. However, we decided to the budget version: trekking. The road through the rainforest is not the easiest one, but as that was a very popular route (beaten both by humans and horses) it wasn't too difficult to us. The road ran along the river, through which they have been routed wooden bridges of dubious durability. Several times, however, we passed river through the stones and I (clumsy girl!) fell into the river twice! The advantage of this, with my shoes were completely soaked and dirty, was the fact that I did not have to worry about mud and puddles on the way :)

In the evening we returned home tired, and the next day we went to a coffee plantations - Recuca (near Barcelona). The trip very nice. A charming guide showed us the plantation, where we could pick up the coffee seeds, see how it is later processed, and finally we could dress up in costumes and dance the local dances (Albin even had a chance to fight for a machete with a guide :))

From Armenia we went to Cali but I think this is the story for the next time ... :)

PICTURES

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz