poniedziałek, 22 października 2012

Beverley Brook Walk

Gdy za oknem ladnie swieci slonce ciezko mi usiedziec w domu. Latem, kiedy pogoda dopisywala, zamiast tluc sie z pracy godzine metrem do domu zdarzalo mi sie wybrac na pieszy spacer wdluz Tamizy. Podczas jednego z tych spacerow rzucil mi sie w oczy niepozorny znak: Beverley Brook Walk - 6 1/2miles (10 1/2km). Kiedy wrocilam do domu wpisalam w Google nazwe szlaku i znalazlam jego mape wraz z jego opisem (http://www.merton.gov.uk/leisure/visiting/attractions/beverly_brook_walk.pdf). W pierwszy sloneczny weekend zgarnelam Albina i wybralismy sie na 3,5-godzinny spacer wzdluz tego niewielkiego doplywu Tamizy

Poczatkowo szlak prowadzil kolo jakiejs szkoly, gdzie w weekend odbywaly sie zawody rugby. Graly dzieci w roznym wieku (nawet takie male, na oko 5-letnie bable :)) 
Pomiedzy drzewami odkrylismy pozostalosci po jakims sobotnim festynie, ze starym, klimatycznym kolem mlynskim w centrum placu wypelnionego smieciami. 
Spora czesc szlaku prowadzila przez las. Mozna tam bylo spotkac takie piekne pola pokrzyw. Nic tylko zbierac i zupe robic (przypomina mi to swoja droga historie, kiedy to bedac jeszcze w liceum bylam w Bieszczadach i jacys biedni studenci, ktorym skonczyly sie juz pieniadze na piwo, coby mieli co jesc robili sobie taka wlasnie zupe pokrzywawa :))
Albin jednak postanowil tym razem wykorzystac lecznicze wlasciwosci pokrzyw i 'zaszczepic sie' na reumatyzm. Podobno taka kuracja pomaga, aczkolwiek ja bym sie raczej na nia nie zdecydowala....
Idac sobie sciezka przez las, zupelnie niespodziewanie natknelismy sie na stary, opuszczony cmentarz. Nie bylo przy nim ani zadnej kaplicy, ani kosciola, ogrodzenia... jedynie zarosniete czesciowo groby. Niektore z nich nawet nie takie stare, bo z lat 90. XX wieku. 
Ten opuszczony cmentarz robil niesamowite wrazenie, wylanial sie niespodziewanie sposrod drzew w calkiem gestym lesie. Szczerze mowiac nie chcialabym sie tam znalezc sama po zmroku...



Widok torow kolejowych, po ktorych mozna sie przejsc nalezy w Anglii do rzadkosci. Wiekszosc traktow poprowadzona jest wiaduktami. Generalnie chodzenie po torach jest tutaj wysoko karane wiec widok takiego przejazdu kolejowego mnie nieco zaskoczyl (pozytywnie oczywiscie jako, ze przypominal mi Polske :))
Zachodni Londyn jest wyraznie bogatszy (i drozszy!) od wschodniego, co bylo widac miedzy innymi po mijanych po drodze domach. 

Od napotkanego po drodze chlopca dowiedzielismy sie, ze ten samochod spalil sie dzien wczesniej, a zaplonal podobno od rozgrzanego na sloncu szkla.
Beverley Brook plynie miedzy innymi przez Richmond Park, w ktorym akurat odbywal sie Duathlon. 
Beverly Brook
Sciezke fragmentami dzieli sie razem z innymi uzytkownikami (konmi i rowerzystami ). 
Przejscie konne (??) ma specjalnie wyzej umieszczony przycisk do zmiany swiatla, coby jezdzcy nie musieli schodzic z konia aby zmienic swiatlo. Dla piechurow jest on polozony nieco za wysoko :)

Szlakiem szlismy na poczatku wrzesnia i niektore drzewa szykowaly sie juz powoli na jesien przybierajac piekne zolte barwy. 
.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz