środa, 12 września 2012

Thames Festival 2012

Poczawszy od wrzsnia 1997 roku co roku w Londynie odbywa sie Thames Festival. Jest to taka nieco mniejsza wersja Notting Hill Carnival, ktory odbywa sie na koniec sierpnia. Wiekszosc osob, ktore mieszkaja na stale w Londynie woli wybrac sie na Thames Festival ze wzgledu na duzo mniejsze tlumy (festiwal ten nie jest az tak bardzo znany poza Londynem i, o dziwo (!), nie mozna znalezc o nim informacji w Wikipedii). Oficjalnie mowi sie, ze jest to swieto na zakonczenie lata (ktorego w Anglii i tak jest jak na lekarstwo). My, jak na pawdziwych Londynczykow (sic!) przystalo, rowniez sie na niego wybralismy. Jak sama nazwa wskazuje, wszystkie imprezy powiazane z festiwalem odbywaja sie wzdluz Tamizy. Przechadzajac sie wzdluz wybrzeza co chwila mozna natknac sie na roznych artystow, stragany z przeroznymi rzeczami do kupienia oraz budki z jedzeniem z calego swiata. 



W jednym z punktow odbywal sie pokaz zumby. Mozna bylo sie przylaczyc do instruktorki i zrzucic nieco kilogramow ;) Niestety, prawdopodobnie z powodu panujacego upalu (jak przystalo na koniec lata), niewiele osob zdecydowalo sie potanczyc...




W St. Kathrine Docks (ktore dopiero co udalo sie nam odkryc na mapie Londynu) prezentowane byly zabytkowe statki. Przyozdobione roznokolorowymi choragiewkami wygladaly naprawde rewelacyjnie!



W tych samych dokach natknelismy sie na pokaz jakiegos (chyba marynarskiego) tanca. 
Najwieksza atrakcje stanowila lodz, ktora przyplynela do Lodnynu prosto z Chin. Dumnie prezentuje sie ona posrod mniejszych lodek i jachtow. 

Jako jedyna lodz w dokach, mozna ja takze zobaczyc w srodku. Obecnie lodz mozna wynajac jako sale konferencyjna albo bankietowa. Grajaca na guzheng chinka umilala nam ogladanie wnetrz relaksujaca muzyka. 

Jakby nam bylo malo dalekowschodniej kultury, wybralismy sie na demonstracje koreanskiego wesela. Niestety podczas samej uroczystosci zaslubin nie mialam zbyy dobrego miejsca wiec zdjecie powyzej prezentuje jedynie dzieci, ktore na koniec calej uroczystosci parodiowaly pare mloda (m.in zwyczaj noszenia panny mlodej na plecach)

Po odbytej uroczystosci odbyl sie pokaz tanca koreanskiego. Niesamowite wrazenie robily mlode koreanki wywijajace wstazka przyczepiona do czubka czapki. Minimalnie poruszajac glowa byly w stanie sprawic, ze wstazki pieknie tanczyly naokolo ich glow. 

I na koniec ciekawostka: slub byl podobno tradycyjny koreanski, ale para mloda nie wyglada na pochodzaca z Korei: pan mlody wyraznie Europejczyk, natomiast panna mloda z Afryki. Ech ta globalizacja! :)

Nastepnego dnia konczyly sie takze igrzyska paraolimpijskie.Tak wiec weekend byl pelen roznych imprez porozrzucanych po calym miescie. A Olimpiada jak widac natchnela niektorych artystow do tworzenia bardzo popularnej w Londynie sztuki ulicznej. 

Zeby zrobic to zdjecie musialam sie porzadnie naczekac. Dokola tej przepieknie wystrojonej pary skakala ich garderobiana co chwile poprawiajac niesforne piora na ich nakryciach glowy. W miedzyczasie zdazylam sobie pogadac z chlopakiem. Dowiedzialam sie, ze pochodza oni z Brazylii, a obecnie mieszkaja w Londynie i staraja sie szerzyc swoja narodowa tradycje. Wystepowali takze miedzy innymi podczas Notting Hill. Przesympatyczna para!


Takiej karuzeli to w Polsce jeszcze nie widzialam! Zamierzamy sie z Albinem na nia wybrac, tylko jakos zawsze nam nie po drodze....

One Thousand Pans Orchestra. 1000 to moze ich nie bylo, ale faktem jest, ze bylo ich duuuuuzo. Grali na wszelkiego rodzaju zelastwie: jakis beczkach, garach itp. Wychodzilo im to naprawde super, a przy tym bylo widac, ze sie niezle bawia. Poniewaz spoznilismy sie pol godziny udalo sie nam zalapac tylko na 15 minutowa fale i jeden utwor, ale i tak bylo super!

Ten pan udawal magika, ale generalnie byl dosyc kiepski...

Ci za to byli super! Pomysl lewitacji widzialam juz wczesniej, ale po raz pierwszy zobaczylam lewitacje w wersji 'pietrowej' :)

Rastaman!

Mialam wielka ochote zobaczyc pokaz tanca opartego na zwierzetach Amazonii, ale gdy tam przyszlysmy tlum byl nieziemski i nie bylo nawet mozliwosci zobaczyc chocby kawalka przedstawienia. Jedyne co udalo sie nam zobaczyc to fragmenty tanca na wyciagnietych w powietrze wyswietlaczach aparatow cyfrowych. A kolesie byli chyba niezli wiec straszna szkoda...



Na koniec dnia na HMS Belfast odbywal sie ciekawy koncert. Muzycy roznymi elementami statku. W metalowe czesci uderzali paleczkami wybijajac calkiem ciekawe rytmy. Nie mozna tego powiedziec o 'swiatowej slawy artyscie', ktory probowal grac okretowymi rogami. Wyszedl mu jeden wielki falsz, ktory byl niesamowicie ciezki do sluchania.


Na koniec dnia na Tower Bridge odbyl sie przepiekny pokaz swiatel. Szczerze mowiac jeszcze niegdy nie widzialam go w tak pieknej odslonie.

Glowna parada karnawalu (na ktora sie niestety nie wybralam) miala miejsce w niedziele i zakonczona byla przepieknym 15-minutowym pokazem sztucznych ogni, ktory ogladalam z okna mojego mieszkania. I wlasnie za to kocham Londyn... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz