środa, 1 sierpnia 2012

Pozegnanie z Paryzem

Nasz ostatni dzien zwiedzania Miasta Milosci rozpoczelismy od jak dla mnie najlepszego muzeum: Musee d'Orsay. Znajduja sie w nim przebogate zbiory sztuki najlepszych impresjonistow oraz innych artystow z okresu 1848-1915. Monet (moj absolutny faworyt!), Manet, Cezanne, Degas, Van Gogh, Gauguin czy Renoir to tylko niektore z nazwisk, ktore mozna z latwoscia odnalezc wloczac sie po muzeum. Niestety w wiekszosci sal nie mozna robic zdjec, wiec moje oczy musialy sie zadowolic podziwianiem dziel sztuki. Ogarnieta niemym zachwytem nie moglam sie oderwac od wpatrywania sie w niesamowite obrazy. Jedynie Albin, ktory zdecydowanie do fanow impresjonizmu nie nalezy popedzal mnie, sam nieporuszony ,gnajac po kolejnych salach.

Wielki zegar w Musee d'Orsay


Dzien byl wypelniony po brzegi zwiedzaniem. Po spedzeniu dobrych paru godzin w Musee d'Orsay (ja bym tam spedzila jeszcze kolejnych pare, ale Albin sie juz nudzil), na pierwszy rzut poszedl Dome des Invalides, w ktorym znajduje sie grob Napoleona Bonaparte. Jak wiekszosc paryskich zabytkow byl oblezony przez polskich turystow. Jak zagubieni potrafia byc turysci opuszczeni przez przewodnika pokazuje sytuacja, na ktora sie natknelismy w srodku. W Les Invalides pochowani sa oprocz Napoleona czlonkowie jego rodziny, m.in. Joseph Napoleon I - jego brat. Pozostawieni samym sobie turysci podlecieli (bo przeciez czas wolny jest dosyc ograniczony) do grobu Joseph'a i mowia: "to ten grob, tak??" i robia sobie zdjecia. Hmmm... Ciesze sie, ze jednak sami sobie zwiedzamy i wiemy przynajmniej na co patrzymy :) 

Les Invalides

Grob Napoleona (tego Bonaparte :))

Idac do Panteonu, gdzie mielismy ogladnac kolejne groby znamienitych osobistosci wstapilismy do zupelnie niepozornego Musee de Cluny zawierajace przepiekne zbiory sztuki sredniowiecznej. Byla to dla nas taka ukryta perelka Paryza. Wstapilismy tam zupelnie przez przypadek, a wyszlismy pelni zachwytu. Cudne witraze, gobeliny, rzeby... Bylo to chyba jedyne muzeum, gdzie tlum prawdziwych fascynatow sztuki zastapil tlum niedzielnych turystow.

Ukryta perelka w centrum Paryza - Cluny


Gobeliny w Cluny



Kolejnym zabytkiem odkrytym przez przypadek po drodze do Panteonu byl slynny uniwersytet La Sorbonne

W Panteonie, gdzie pochowane sa wybitne osoby z dziedziny nauki, literatury i sztuki, odwiedzilismy groby Marii Sklodowskiej-Curie, Woltera, Victora Hugo i Jana Jakuba Rousseau.

Panteon

Grob Marie Sklodowskiej - Curie
W Parku Luksemburskim w koncu udalam sie na zasluzony wypoczynek. Slonce pieknie swiecilo, a ja wygrzewalam sie na lezaczku nad jeziorkiem. Oczywiscie po nauczce z dnia poprzedniego wzielam kurtke i inne cieple ubrania, ktore tym razem okazaly sie zupelnie bezuzyteczne. 
Ogrody Luksemburskie -  w tych dosc przepieknych okolicznosciach przyrody relaksowalam sie po intensywnym zwiedzaniu
Prawie na sam koniec zostawilismy sobie odpuszczona dzien wczesniej Saint Chapelle. Poniewaz nie mielismy juz zbyt wiele czasu, a kolejka byla olbrzymia, zostalismy nijako zmuszeni wykonac klasyczny "queue jumping". Udajac glupkow machnelismy Museum Pass przed nosem stojacych w kolejce ludzi i weszlismy na sam przod. Ktos tam sie cos przyczepil, ale my udalismy, ze nie wiemy o co mu chodzi i pognalismy zwiedzac kolejna zapierajaca dech w piersiach budowle Paryza.

Kolejna perelka Paryza - Saint Chapelle
Witraze w Saint Chapelle przedstawiaja historie swiata od jego powstania do czasow Chrystusa

Na zupelny koniec jeszcze szybka wizyta w Conciergerie, gdzie ogladnelismy sobie sredniowieczna Wielka Sale. Tam tez kupilismy sobie Hugona :)

Wielka Sala w Consiergerie

Jako, ze Hugon zostal zakupiony wybralismy sie na mega przyspieszona sesje fotograficzna do Wiezy Eifla i katedry Notre Dame.

Poznajcie Hugona :)

Nasz niepokorny Hugon wspial sie na Notre Dame :)
Po drodze do domu przeszlismy sie po raz ostatni po Montmarte (jakze innym od tego co widzielismy noca -  tym razem przepelnionym zyciem, turystami i mieszkancami), dotarlismy do Bazyliki Sacre Cour. Nie zdecydowalismy sie wejsc na wieze kosciola gdyz bilety byly stosunkowo drogie (8euro) i tylko posiedzielismy chwile na schodach obserwujac licznych sprzedawcow piwa (zapewne nielegalnych imigrantow) oraz jeszcze liczniejszych turystow.

Schody przed Sacre Cour wypelnione turystami
W godzinach szczytu pojechalismy oddac klucze David'owi. Przedzierajac sie z bagazami przez tlum ludzi , z jak sie okazalo nie dzialajacymi biletami, bylismy zmuszeni skorzystac z paryskiej metody jezdzenia metrem na gape. Oddalismy klucze, pozegnalismy sie podziekowawszy za wspaniala goscine i na maksa zatloczonym pociagiem dotarlismy na lotnisko. Albin jeszcze zdolal sie poklocic po drodze z jakims Turkiem, ktory wepchnal cala swoja rodzine do juz na maksa zapchanego pociagu.

A w Anglii czekala na nas dluuuuuuuuga, bo jak sie okazalo az 9 godzinna podroz do naszego nowego domu w Londynie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz