wtorek, 28 sierpnia 2012

Notting Hill Carnival

Co roku w ostatni weekend sierpnia w Londynie odbywa sie Notting Hill Carnival. Zostal on zapoczatkowany przez imigrantow przybylych z Karaibow (glownie z Trynidad i Tobago) w roku 1965 i od tego czasu nieco sie rozrosl... W chwili obecnej jest to najwieksza impreza uliczna w Europie i co roku bierze w nim udzial okolo miliona (!!!) uczestnikow. Pomimo, ze poczatkowo na ten weekend planowalismy wybyc do Cardiff, po namysle zdecydowalismy sie zobaczyc jak wyglada karnawalowe szalenstwo w karaibskim stylu (w decyzji pomogl nam fakt, ze po szczepieniach przygotowujacych nas do naszej wielkiej wyprawy do Ameryki Poludniowej Albin od 3 dni mial 38 stopni goraczki. Takze w zwiazku z tym nie zdecydowal sie pojechac ze mna ogladac to uliczne szalenstwo)

Na czas trwania karnawalu ulice Notting Hill sa wylaczone z ruchu kolowego. Zblizajac sie do trasy glownej parady mozna sobie kupic stosowne przebranie: kolorowe czapki, wience ze sztucznych kwiatow czy tez flage ktoregos z krajow karaibskich. 

Ulice wypelnione szalejacym tlumem moga byc natchnieniem dla artystow. 

Im bardziej zblizalismy sie do centrum imprezy tym tlum coraz bardziej sie zageszczal. 

Chodniki sasiadujace z glowna trasa parady byly wypelnione po brzegi. Kazdy chcial zobaczyc chociaz troche pieknych strojow. Parada poruszala sie w iscie zolwim tempie pozwalajac tym samym przygladnac sie uczestnikom, potanczyc (kazdy z wozow puszczal swoja wlasna muzyke - roznorakie odmiany reggae, R&B, house, funk i inne), a takze przejsc na druga strone ulicy w chwilach kiedy pojazdy sie nie poruszaly. 

A to my, w doskonalych humorach oczekujac na zobaczenie jakis strojow :)



Wszystkie ulice na terenie Notting Hill jak okiem siegnac byly wypelnione ludzmi (w koncu gdzies ten milion osob sie musi pomiescic!)


Bardzo duzo domowi i sklepow znajdujacych sie przy glownych ulicach pozabezpieczalo przed wandalami okna drewnianymi deskami, ktore w miedzy czasie zostaly juz zamalowane przez graficiarzy. 

Sprzedawcy roznego badziewia sie wszedzie dostana. 

Jedna z atrakcji karnawalu jest mozliwosc zjedzenia karaibskich przysmakow. Nad ulicami unosi sie dym z wszechobecnych grilli. Niestety kolejki sa nieziemskie, a ceny zdecydowanie zawyzone. Jedyne na co sie zdecydowalysmy to smazone platany (taki rodzaj bananow, smakuja jak racuchy z jablkami) i jamajskie paszteciki (bez rewelacji...)


Bob Marley wydaje sie byc nieoficjalnym patronem karnawalu. Po pierwsze przez popularne reggae, ale takze poprzez unoszacy sie w powietrzu zapach marihuany. 

Niektorzy nie zdecydowali sie na gniecenie sie w tlumie i wybrali ogladanie parady z gory. 

Kolejnym przysmakiem do sprobowania byl poncz na bazie rumu pity prosto z jakiegos owoca. Wyglada to niesamowicie orzezwiajaco i egzotycznie. 

A tak w ogole, to chyba najprzyjemniej sie przezywa karnawal na lekkim (albo i nie takim lekkim) rauszu. 

Jedna ze scen muzycznych na terenie karnawalu

Tlok byl tutaj tak wielki, ze mialam wrazenie, ze za chwile ktos mi zgniecie zebra. Z obu stron tlum ludzi napieral na siebie nawzajem tworzac nieopisany wrecz scisk.

Prawdziwy rasta

Na sam koniec udalo sie nam znalezc miejsce, tuz przy trasie parady, gdzie bylo duuuuuuzo mniej osob niz gdziekolwiek indziej i gdzie na spokojnie moglysmy sobie poogladac kolorowe stroje uczestnikow. 

Karnawal jest dla wszystkich, czyz nie tak?? 


Santa Lucia! 

Wszedzie widzialysmy ludzi oblanych czekolada (no szczerze mowiac wygladalo to jak cos zgola innego...) i zastanawialasmy sie skad sie oni wzieli. Okazalo sie, ze jedni z uczestnikow karnawalowej parady swietowali 15-lecie czekolady (tylko nie bardzo wiem jakie 15-lecie) i w ramach tego swietowania oblewali sie plynna czekolada z plastikowych wiaderek. Wygladali potem jakby sie wytarzali w g..., ale pachneli smakowicie :)

Zmeczonym dzieciom nie przeszkadzala nawet glosna muzyka. Juz kiedys, bedac na nigeryjskim slubie moglismy podziwiac z Albinem, jak afrykanskie dzieci potrafia spac w kazdych warunkach. Zarowno wtedy w kosciele, jak i tutaj na karnawale muzyka grala tak glosno, ze bebenki w uszach chcialy czasami popekac, a dzieci spia kamiennym snem. 


Pierwszy dzien festiwalu jest przeznaczony dla dzieci (chociaz ja bym tam swojego dziecka nie zabrala bojac sie, ze bedzie stratowane przez tlum).  W zwiazku z tym wiekszosc uczestnikow parady to przepieknie poubierani milusinscy. 


A tutaj ekipa sprzatajaca :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz