środa, 22 sierpnia 2012

Eastbourne i Beachy Head

Na ostatni weekend juz od dluzszego czasu zapowiadano piekna pogode. Mowiono wrecz, ze bedzie to najcieplejszy dzien tego lata. W zwiazku z tym, pomimo, ze mielismy na weekend umowiona couch surfer'ke, postanowlismy sie w koncu ruszyc z Londynu i odwiedzic angielskie morze (a raczej wody Kanaly La Manche). Southern Trains maja super oferte: jesli kupi sie bilet z dwudniowym wyprzedzeniem, za jedyne 12.50 funta mozna caly dzien jezdzic sobie po poludniowej Anglii (wlaczajac w to Londyn): http://www.southernrailway.com/tickets-and-fares/ticket-types/downlander/
Bilet kupilismy i z samego rana (po nocnej imprezie...) wyruszylismy w droge. W planie mielismy przejsc od Eastbourn, az do Brighton. Jedyny problem polegal na tym, ze zle sprawdzilam odleglosc miedzy miastami. Zamiast oczekiwanych 21 kilometrow, okazalo sie, ze bylo to 21 mil! W zwiazku z tym wycieczka byla nieco krotsza, ale i tak pelna przepieknych widokow. 
Eastbourne, gdzie rozpoczelismy nasza trase jest typowym kurortem nadmorskim. Pelnym emerytow i slicznych hotelikow. Uliczki tam sa niesamowicie pokrecone i dosyc szybko udalo sie nam zabladzic. Jednakze jak tylko wyciagnelismy mape, bardzo mila dziewczyna nie tylko wskazala nam jak dojsc nad morze, ale wrecz nas tam zaprowadzila. W miedzyczasie ja juz myslalam, ze nici ze zdjec, bo okazalo sie, ze mam kompletnie pusta baterie w aparacie! Na szczescie jakims cudem okazalo sie, ze w torebce mialam pelna zapasowa baterie, wiec w swietnych humorach moglismy rozpoczac nasza wedrowke. 


Przy upalnej pogodzie morze wygladalo niesamowicie zachecajaco. Albin rozpoczal dzien od wejscia po pas w ubraniu, do wody. Z pewnoscia mu sie to pozniej przydalo, gdyz przy panujacym upale mokre ubranie niezle chlodzilo. 


W tej kabinie w roku 1933 przebywal krol George V (ten co sie jakal) wraz z krolowa Mary. 

A tak wlasnie kabiny wygladaja w calosci







Gdy szlismy gora klifow bardzo czesto moglismy spotkac takie przypadkowe laweczki, polozone w malowniczych miejscach z bajecznym widokiem. Nic tylko brac ksiazke i wypoczywac... :)

Takie sielskie widoki, mozna ogladac, gdy sie wejdzie na szczyt klifow


Po klifach chodzilismy raz gora, raz dolem. Mielismy chrapke przejsc cala droge pod klifami (jednak stad wygladaja najkepiej), ale niestety nadchodzacy przyplyw pokrzyzowal nam plany. 


Bedac na dole nie moglismy sie powstrzymac od zabawy z falami. Nadchodzacy przyplyw wzburzyl morze i fale genialnie rozbijaly sie o przybrzezne kamienie. No i my tym falom rzucilismy wyzwanie! 


Cali mokrzy od gory do dolu, ale niesamowicie zadowoleni moglismy kontynuowac wedrowke. 


Klif Beachy Head znany jest jako miejsce, gdzie popelnia sie najwiecej smobojstw w Anglii. Ludzie przyjezdzaja tu po to aby odebrac sobie zycie w tych przepieknych okolicznosciach przyrody. 



Na szczycie klifu znajduja sie krzyze upamietniajce tych, ktorzy sobie tutaj odebrali zycie. 




Z tym grzejacym sloncem, wysuszona trawa i bialymi skalami, przez wiekszosc czasu mialam wrazenie, ze jakims cudem przenioslam sie prosto do Grecji.

W tle widac kolejny znany klif: Seven Sisters, jednakze tym razem nie udalo sie nam do niego dotrzec. Niezbyt madrze nie posmarowalismy sie zadnym olejkiem i po 4 godzinach marszu nasza lewa strona byla kompletnie spalona. W zwiazku z tym bylismy zmuszeni zlapac autobus do Brighton, pomimo, ze widoki i pogoda zachecaly do dalszej wedrowki...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz