wtorek, 24 lipca 2012

Paryz szaro-bury

Szaro - bury Paryz
Z Wersalu wrocilismy sobie do Paryza. Poczatkowo mielismy w planie wejscie na wieze Notre Dame, ale przy panujacej pogodzie, wietrze i deszczu zmienilismy plany i przeszlismy sie do Centrum Pompidou. Kolorowa fontanna kolo muzeum przywolywala pozytywne mysli. Porobilismy troche zdjec, wjechalismy charakterystycznymi ruchomymi schodami na gore, a do muzeum postanowlismy wrocic nieco pozniej, gdyz okazalo sie, ze jest ono otwarte az do 21.00

Pozytywna fontanna




Charakterystyczny budynek centrum Pompidou



"Ptasi" Kosciol
W zamian za to Albin znalazl w przewodniu, ze kaplica Sainte Chapelle, ktora znajduje sie w poblizu jest zdecydowanie warta odwiedzenia. Jako, ze wstep mielismy zapewniony do niej za darmo dzieki Museum Pass, pognalismy w jej kierunku, zeby zdazyc przed zamknieciem. Odbylo sie to po burzliwych negocjacjach, gdyz bedac juz calkowicie przemarznieta nie mialam ochoty sie nigdzie ruszac, a co najwyzej wejsc do Pompidou, gdzie mialam nadzieje sie wygrzac. Jednakze Albin upieral sie, ze jest to cudenko i nawet postanowil sie ze mna zalozyc, ze nie pozaluje tej wizyty. Po drodze wstapilismy jeszcze do jednego przypadkowego kosciola, wypelnionego po brzegi kolorowymi ptakami zrobionymi z papieru. Gdy dotralismy do Sainte Chapelle okazalo sie, ze tym razem nie bede sie mogla przekonac czy jest ona tak niesamowita jak obiecywal przewodnik, gdyz wlasnie ja zamknieto! Pol godziny wczesniej niz bylo napisane w przewodniku....
Juz kompletnie przemarznieta wrocilam z Albinem do Pompidou, gdzie mialam chyba po raz pierwszy w zyciu kontakt ze sztuka wspolczesna. No i tutaj niestety rozczarowanie. Zdecydowanie nie rozumiem sztuki wspolczesnej... Do 'ciekawych' dziel sztuki moge zaliczyc serie filmow krotkometrazowych (okolo 10 min). Jeden z nich np mial tytul "Spitting on the camera" i generalnie jego tresc byla oparta na facecie plujacym przez 10 min na kamere... W innym filmiku kobieta jedzaca sniadanie w pewnym momencie zaczynala sobie ladowac to sniadanie na glowe... Eksponatem z innej beczki byl natomiast wieszak na ubrania. Poczatkowo myslalam, ze to tak sobie tam sobie stoi, ale jak sie okazalo byla tabliczka z podpisem "dziela".
Sala, w ktorej wyswietlano filmy krotkometrazowe







Gdy juz sie troche ukulturalnilismy wrocilismy do domu. Marzylam o cieplej herbacie po calym dniu na zimnie... Z Davidem wypilismy sobie piwko po czym on poszedl do baru ogladac debate prezydencka, a my wybralismy sie do Moulin Rouge. Tym razem juz cieplo ubrani przechadzalismy sie wymarlymi o tej porze uliczkami Montmartre.




Doszlismy do wypelnionego zyciem i sekshopami Moulin Rouge i poszlismy odwiedzic Muzem Erotyki :)Bardzo pouczajaca wizyta. Poza ogladnieciem czasami bardzo ciekawych i oryginalnych figurek i przedmiotow zwiazanych z erotyka mozna tam sie dowiedziec wielu interesujacych faktow z historii seksu. I tak na przyklad: ciekawostka nr 1. W starozytnej Grecji do spraw seksu podchodzono z olbrzymia swoboda. Kazdy mogl robic co mu sie podobalo, a zwiazki homo i biseksualne byly szeroko akceptowane; ciekawostka nr 2 Sado-masochizm nie istanial przed Chrystusem. Dopiero jego meczenska smierc na krzyzu nijako przyczynila sie do rozwoju tej galezi erotyki.


Poza tym w muzeum mozna sobie bylo poogladac stare filmy pornograficzne. Najbardziej przypadly mi do gustu nieme filmy z lat 30. XX wieku. Byly to najnormalniejsze w swiecie filmy nieme z napisami wyswietlanymi pomiedzy scenami. Dosyc smiesznie to wygladalo :)
Na koniec przeszlismy sie Moulin Rouge. Jest ono przesycone seks marketami, "salonami masazu" i kinami erotycznymi. Zeby uspokoic nieco zmysly przed snem, cichymi, klimatycznymi uliczkami Montmarte wrocilismy do domu.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz