środa, 20 czerwca 2012

Randez-vous z panem Eiffel

Majestatyczna wizytówka Paryża
Drugiego dnia zaspalismy i zamiast byc pod wieza Eiffla na dlugo przed otwarciem kas, pojawilismy sie tam gdy kolejka byla juz niemilosiernie dluga. Wygladalo na to, ze stanie w niej zajmie nam wieksza czesc dzisiejszego dnia, co za bardzo sie nam nie usmiechalo. Byla to prawdopodobnie jedna z najdluzszych kolejek jakie w zyciu widzialam, zakrecala ze 100 razy zanim mozna bylo dostac upragniony bilet, a do tego posuwala sie w slimaczym tempie. Gdybysmy sie zdecydowali w niej zostac mielibysmy jakies 5 godzin wyjete z zyciorysu, a co wazniejsze ze zwiedzania Paryza, w zwiazku z tym po odstaniu 15 minut i przesunieciu sie o jakies 10 metrow postanowlismy tu wrocic dwa dni pozniej o swicie, coby tego czekania bylo mniej. 

Zanim jednak odeszlismy chcielismy zobaczyc gdzie dokladnie sa kasy (z naszego konca kolejki nie bylo ich widac) i gdzie sie bedzie trzeba ustawiac. Po drodze Albin zapytal sie jednej pani w kolejce ile ona juz stoi, na co ona odpowiedziala mu, ze 10 minut (!!!). Jak to 10 minut skoro kolejka jest mega dluga i jej konca praktycznie nie widac??!! No i co sie okazalo: byla to inna kolejka, duuuuuuzo krotsza (taka na 10 minut) do wejscia na wieze pieszo :) Tak wiec pomimo, iz wczesniej sie zapieralam, ze na wieze Eiffla na piechote sie wdrapywac nie bede, roznica w dlugosci dwoch kolejek bardzo szybko mnie przekonala do zmiany zdania. Nie dosysc, ze bylo taniej (10.50 zamiast 14.00 euro), to jeszcze ominelo nas stanie w kolejce plus moglismy sobie poprawic kondycje :) 

Warto sie było wdrapywać na szczyt dla takich widoków!
Zdecydowawszy sie na wejscie na wieze, skoczylam szybko do kiosku kupic nam jakies croissant'y na szybkie sniadanie i kawe dla siebie na wzmocnienie. Tak zaopatrzeni, pelni energii i entuzjazmu zaczelismy dlugie na 650 stopni podejscie. Gdy dotarlismy na szczyt 2-go pietra (dalej juz trzeba jechac winda) ja ciagle mialam spory zapas sily i zalowalam, ze dalej droga schodami jest zamnknieta... 

Widok ze szczytu byl nieziemski. Pogoda nam dopisala i caly Paryz bylo widac jak na dloni. Na szczycie Eiffel wybudowal dla siebie i swojej corki maly apartament. Pomieszczenie jest wprawdzie dosyc male, ale ten widok!! Bajka! Nawet tlumy turystow nie byly w stanie zepsuc nam dobrych humorow. Tak naprawde to moglismy sie tam poczuc nieco jak w Polsce biorac pod uwage liczbe Polakow. Sporo z nich nawet nie probowalo mowic po francusku czy angielsku lecz od razu zwracalo sie do innych turystow po polsku. Taka 'Mala Polska' na szczycie najbardziej znanego zabytku Paryza. 

Śniadanie w prawdziwie francuskim stylu :)
Po zejsciu z wiezy, gdzie dowiedzielismy sie paru ciekawych faktow, poszlismy zjesc prawdziwe francuskie sniadanie w prawdziwie francuskim otoczeniu. Przy pieknej pogodzie rozlozylismy sie na Polach Marsowych, podziwiajac tym razem z dolu Wieze Eiffla. Obfotografowalismy ja na milion sposobow i delektowalismy sie jej widokiem pochlaniajac swiezutka bagietke z serem Brie. Pycha!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz