wtorek, 29 maja 2012

Paryz moczem pachnacy

Na przelomie kwietnia i maja wybralismy sie na 4 dni do Paryza. Po meczacej przeprowadzce do Londynu potrzebowalismy troche odpoczac, a wyjazd ten byl moim prezentem gwiazdkowym. Wyjazd ten byl szczegolny takze pod tym wzgledem, ze po raz pierwszy spalismy u couch surfera. Do tej pory dosyc intensywnie goscilimy u siebie strudzonych podroznych, ale sami nie mielismy jeszcze okazji wykorzystac CS podczas naszych podrozy. 

Do Paryza przylecielismy w niedziele 29 kwietnia poznym wieczorem. Na pierwsza noc zarezerwowalismy sobie hotel na lotnisku jako, ze nasz CS mial swoich gosci. Na lotnisku ciezko sie z kimkolwiek dogadac po angielsku.  Dotarlismy do miejsca skad wydawalo nam sie, ze odjezdzaja shuttle busy, ale po chwili i bardzo podstawowej konwersacji (down, straight, up) okazalo sie, ze jestesmy w zlym miejscu. Razem z nami stal taki pan o kulach (Francuz), ktory jechal do hotelu kolo nas i chcielismy go ze soba zabrac. Niestety po drodze na przystanek inny Francuz, zapytany o droge, z uporem maniaka chcial nas zaprowadzic do Ibisa na lotnisku (podczas, gdy my mielismy pokoj w Ibisie 5km od lotniska), Pan o kulach postanowil posluchac Francuza i tak nasze drogi sie rozdzielily. My po okolo pol godz czekania na autobus, zmeczeni dotarlismy do hotelu i padlismy jak muchy. 

Nastepnego dnia z samego rana wyruszylismy na podboj miasta milosci. No i takie pierwsze wrazenie (stad tytul tego postu): miasto cuchnie sikami! W metrze czulam sie jak w zaniedbanej toalecie publicznej! Ale co tu sie dziwic: prawie polowa ludzi podrozujacych metrem, przeskakuje przez bramki i podrozuje na gape. A wiadomo, skoro cos jest za darmo, to nie trzeba sie o to troszczyc. Na poczatku nas to nawet dziwilo (szczegolnie po Londynie, gdzie na kazdej stacji stoi ktos, kto pilnuje porzadku i takie rzeczy sie po prostu nie zdarzaja), ale po jakims czasie przywyklismy do widoku ludzi przeskakujacych przez barierki. Sami bylismy zmuszeni dwa razy przeskoczyc przez barierke w momencie kiedy nasze bilety jakims cudem wygasly, a nie bylo nikogo, kto moglby nam w tej sytuacji pomoc.Nam sie spieszylo na samolot wiec coz pozostalo: skakac! :)

Poniewaz do centrum przyjechalismy zabojczo wczesnie i nie mielismy praktycznie zadnej mapy, postanowilismy na dobry poczatek zostawic nasze bagaze na caly w Ibisie niedaleko od miejsca pracy naszego CS, po czym wrocilismy na podboj Paryza. 

Kolejka przed wejsciem do Luwru
Na pierwszy rzut poszla najwieksza atrakcja turystyczna: Luwr. Pomimo, ze dotarlismy tam przed otwarciem kolejka byla juz dosyc imponujaca i rosla z minuty na minute. Tuz przed otwarciem muzeum zaczela sie ustawiac druga kolejka. Jak sie okazalo dla ludzi, ktorzy maja Museum Pass (bardzo przydatna rzecz; za 4-dniowy pass zaplacilismy 54euro, obejmuje wstepy do ponad 60 muzeow, w tym do wszystkich najwiekszych muzeow jak Luwr, Pompidou, Musee d'Orsey, Wersal, plus do czesci atrakcji mozna wejsc bez kolejki; http://en.parismuseumpass.com). Jako, ze my Pass mielismy dopiero zakupic, poki co  musielismy odstac swoje w dluzszej kolejce. Stworzenie dwoch kolejek spowodowalo troche zamieszania, jako, ze czesc ludzi myslac, ze stoi w dobrej kolejce stalo w zlej, ale w miare szybko jakos zostalo to zorganizaowane (tzn pani ze zlej kolejki boczkiem wepchala sie do tej dobrej). Rozsmieszyl mnie za to jeden Chinczyk czekajacy na wejscie do muzeum w maseczce na twarzy (strzezcie sie mikrobow!)














W Luwrze jak przystalo na porzadnych turystow spedzilismy 6 godzin (!!!) Udalo nam zobaczyc praktycznie wszystko co chcielismy zobaczyc (podobno obejrzenie wszystkich eksponatow zajmuje minimum 4 dni, my az tyle czasu, ani checi nie mielismy wiec ograniczylismy sie do wybranych eksponatow). Oczywiscie na pierwszy rzut poszla slynna Mona Lisa. Tlumy przy niej nieziemskie wiec cyknelismy zdjecie i polecielismy dalej bez wglebiania sie w jej tajemniczy usmiech. Generalnie wszystkie glowne atrakcje bylo latwo z daleka rozpoznac poprzez gestniejacy tlum turystow. 

Robiac to zdjecie Albin uruchomil alarm :)
Gdy tak sobie podziwialismy niezliczone obrazy i rzezby, w pewnym momencie Albin postanowil mi zrobic zdjecie z dosyc nietypowej perspektywy, gdzie musial sie troche przechylic przez linke zabezpieczajaca obrazy. Zaczal sobie pobrzekiwac jakis alarmik, ale poniewaz stojacy obok straznik nic nie powiedzial, nie zrwocilismy na to szeczegolnej uwagi. Ale gdy tak Albin sie coraz dluzej nachylal w pewnym momencie zaczal wyc na caly Luwr alarm! Przylecial straznik i kazal nam sie w koncu odsunac. Ale ubaw mialam po pachy! Hehehehe :):):)


Jeszcze jedna charakterystyczna dla Luwru i w ogole Paryza (nie wiem czy tylko w okresie dlugiego weekendu majowego czy w ogole) sa nieziemskie tlumy polskich wycieczek. Przy wiekszosci glownych atracji turystycznych spokojnie mozna bylo zaczac mowic po polsku bedac pewnym, ze ktos nas zrozumie (co zreszta spora czesc Polakow robila). 

6 godzin lazenia po Luwrze moze wykonczyc nawet najwiekszych milosnikow zwiedzania. Padnieci wyleglismy na sloneczny plac przed muzeum. Krzatal sie tam spory tlumek imigrantow sprzedajacyh rozne bibeloty: miniaturowe wiezyczki Eiffel'a i inne pierdolki. Gdy tylko zblizyla sie policja tlumek zaczal sie rozchodzic w roznych kierunkach...

Notre Dame




Na ten dzien mielismy jeszcze zaplanowane Musee d'Orsey ale okazalo sie, ze w poniedzialki jest zamkniete w zwiazku z czym udalismy sie do Notre Dame. Odstalismy swoje w mega kolejce, ktora na szczescie szybko sie przemieszczala i moglismy zwiedzac jedna z najslynniejszych katedr swiata. Typowo gotycka,  piekna i dostojna, wypelniona po brzegi spragnionych jej widoku turystami.







Kosciol de la Madeleine
Po Notre Dam podjechalismy zobaczyc Opere Paryska i Kosciol de la Madeleine (czyli sw Magdaleny), rozniacy sie nieco od reszty kosciolow w Paryzu, jako, ze jest wzorowany na swiatyni greckiej. Doskonale oddaje on charakter antycznej swiatyni i daje wyobrazenie jak wygladaly miejsca kultu w epoce przedchrzescijaniskiej. A tak powracajac do tytulu postu stacja metra Madeleine jest znana jako najbardziej smierdzaca stacja w Paryzu. Specjalnie sie tam wybralismy zeby to zobaczyc (a raczej poczuc) ale chyba ze wzgledu na zla opinie wladze wziely sprawy w swoje rece i na tej stacji wyjatkowo nie smierdzi. W jednym z przewodnkiow zreszta wyczytalam, ze ze wzgledu na panujacy smrod Paryz jest perfumowany! Szkoda, ze jakies chyba kiepskie te perfumy maja....
Luk Triumfalny

Na mile zakonczenie dnia udalismy sie na Luk Triumfalny. Jako szczesliwi posiadacze Museum Pass nie musielismy stac w kolejnej dlugiej kolejnej i z radoscia zmeczonych calym dniem zwiedzania poriomaniakow pokonalismy 290 stopnie dzielace nas od szczytu Luku Triumfalnego. Widok: bajka! Piekna panorama Paryza obramowana przez zblizajace sie chmury o zachodzie slonca. Warto bylo sie nieco pomeczyc.



Tam mieszkalismy!

Po tak intensywnym dniu w koncu wybralismy sie do naszego CS: Davida. Odebralismy od niego z pracy klucze, po drodze do domu odebralismy bagaze, zrobilismy zakupy na zaplanowany na wieczor obiad i moglismy sie w koncu porzadnie przywitac. 

Nocne zycie Paryza i nasz wpanialy CS
Wieczor minal nam w bardzo przyjaznej atmosferze. Przygotowalam dla nas pulpety w sosie koperkowym z ziemniakami i mizeria, a po obiedzie wybralismy sie do Sacre Coeur, ktore okazalo sie byc tylko 5 minut drogi od naszego paryskiego lokum. Cudowny widok na nocny Paryz, a przy tym cisza i spokoj, ktorej zdecydowanie brakuje w dzien. Pokontemplowalismy przez chwile widok po czym wybralismy sie do lokalnego baru, gdzie wraz ze znajomymi Davida mielismy wspaniala okazje zobaczyc nocne zycie Paryzan, a ja na dodatek mialam niepowtarzalna okazje zatanczyc walca...