czwartek, 19 stycznia 2012

Wyspiarze a wiara


Może nie jest to dobry początek na bloga o UK, ale tak mnie natchnęło po usłyszeniu jednej z tutejszych historii bożonarodzeniowych. Od razy chciałam zaznaczyć, że nie jestem jakąś nawiedzoną katoliczką, która codziennie chodzi do kościoła i pięć razy dziennie odmawia różaniec. Owszem, wierzę w Boga i chodzę do kościoła, ale z wieloma poglądami Kościoła się nie zgadzam, mieszkałam z chłopakiem przed ślubem i generalnie mam swoją własną dosyć liberalną wizję religii.
Popularny klub studencki i pub. Tanie piwo, dobra muzyka. 
No ale nie o mnie tu miała być mowa tylko o mieszkańcach Wielkiej Brytanii. Oczywiście przy tutejszym zróżnicowaniu etnicznym (o tym może innym razem) ciężko jest mówić o jakiś typowych zachowaniach, ale generalnie można wyraźnie zauważyć zjawisko sekularyzacji. Nie wiem jak sprawa wygląda w meczetach czy też innych obiektach sakralnych, ale kościoły świecą pustkami. I nie mówię tutaj o polskich kościołach, bo te są nawet w miarę wypełnione, ale o kościołach angielskojęzycznych. Zdarzyło mi się parę razy być na mszy w kościele anglikańskim, gdzie było parę osób na krzyż (pomimo, że była to katedra i odbywały się tam zaledwie dwie czy trzy msze w niedzielę), a także w kościele katolickim przy tutejszym uniwersytecie i za każdym razem kościoły były praktycznie puste. Na dodatek w kościele katolickim większość wiernych stanowiły osoby z zagranicy (hindusi, murzyni, Chińczycy). Do tego mam koleżankę Kenijkę, która również chodzi w niedzielę do kościoła i mówi mi, że na mszy zazwyczaj jest jakieś 10-20 osób.
Dom opieki.
 Może jednrazowo przyjąć 14 pacjentów
.

Dawna kaplica cmentarna.
Obecnie Comedy Club.
Przy tak pustych kościołach ciężko się dziwić, że budynki kościelne są przerabiane na bary czy mieszkania. W całej Anglii bez trudu można znaleźć kluby, bary, dyskoteki w klimatycznych, zazwyczaj naprawdę ładnych kościołach. Jeśli ktoś sobie życzy może także w kościele zamieszkać, a niedaleko mnie jest nawet dom opieki dla ludzi z „challenging behaviour” (w sumie jak ja bym mieszkała w kościele to chyba też bym miała „challenging behaviour” J).

A wracając do historii bożonarodzeniowej (zasłyszanej, bo ja spędzałam święta z rodziną, która zjechała się mnie odwiedzić). Koleżanka – Polka, poszła na dwudniową imprezę świąteczną, zorganizowaną przez znajomego Anglika dla wszystkich owieczek, co to się nie mają gdzie na święta podziać. Przed północą wszyscy już nieźle wstawieni stwierdzili, że pójdą na Pasterkę do pobliskiego kościoła anglikańskiego. Żeby był „fun”. Część z nich (a towarzystwo było generalnie międzynarodowe) nigdy wcześniej na mszy w kościele nie było. Gdy przyszedł czas na komunię wszyscy jednym chórem (poza koleżanką Polką, która wierzy w Boga i chodzi do kościoła co tydzień) postanowili pójść do komunii (bo to przecież taki „fun”!). Na nic zdało się tłumaczenie koleżanki, że to tak trochę nie wypada, bo to grzech i w ogóle… No i tak mi tylko przyszło do głowy: ja rozumiem, że dla ludzi, którzy brali w tym udział wzięcie komunii i udział we mszy świętej po pijaku nic nie znaczył, ale może powinni trochę pomyśleć o osobach, dla których Pasterka (i każda msza święta) ma olbrzymie znaczenie, bo przez swoje zachowanie mogli zupełnie nieświadomie komuś zepsuć przeżywane święta. No i takim akcentem na koniec chciałam tylko prosić o więcej tolerancji. I to nie tylko dla religii wywodzących się z dalekich krajów, ale także do naszego głęboko Europejskiego chrześcijaństwa, bez którego być może nasza obecna kultura wyglądałaby zupełnie inaczej. Tak więc niech każdy tam sobie wierzy czy nie wierzy w co mu się żywnie podoba, ale szanujmy się przy tym wszyscy nawzajem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz