sobota, 28 stycznia 2012

Ewa Winnicka - "Londyńczycy"


Jedną z moich pasji są książki. Mogłabym czytać w nieskończoność. Zaczynam jedną książkę i niemalże od razu kolejna wpada mi w ręce. W tej chwili w domu, po ostatniej wizycie w Polsce, mam ładną kolejkę książek czekających, aby je przeczytać J Moim ulubionym gatunkiem są (surprise, surprise!) książki podróżnicze i reportaże.

Jedną z ostatnich lektur są „Londyńczycy”. Jest to seria reportaży o polskiej emigracji powojennej zamieszkującej Wyspy. Niesamowicie czyta się losy ludzi, którzy w wojennej zawierusze, byli zmuszeni opuścić ojczyznę, często bez możliwości powrotu do kraju. Założyli oni własny rząd z siedzibą w Londynie, a nawet placówkami dyplomatycznymi w innych krajach. Rząd ten był utrzymywany ze składek emigrantów na całym świecie.

Ale emigracja to nie tylko polityka. To także zwykli ludzie, którzy mieli swoje problemy. Po wojnie, polscy żołnierze z armii Andersa, którzy wylądowali w Anglii, nie mogli się tak łatwo odnaleźć. Według brytyjskich naukowców wśród polskiej emigracji było „pięć razy więcej paranoików, neurotyków i schizofreników niż wśród ludności wyspiarskiej i trzy razy więcej niż wśród emigrantów innych nacji”. Brytyjczycy otwierali specjalne szpitale psychiatryczne, aby pomóc naszym żołnierzom. Niektórzy z nich całe swoje życie emigracyjne spędzili w tych właśnie placówkach.

Pomimo takich problemów, Polacy rozwijali się na obcej ziemi. Zakładali polskie szkoły: gimnazjum dla chłopców w Fawley Court (ufundowane przez datki Polaków na emigracji; w swoim czasie dziesiąta szkoła w Anglii pod względem poziomu nauczania; obecnie, pomimo licznych protestów, sprzedana przez księży Marianów; http://www.fawleycourt.info) czy funkcjonujący do dnia dzisiejszego Polski Uniwersytet na Obczyźnie (http://puno.edu.pl).

Do dnia dzisiejszego polscy powojenni emigranci oraz ich potomkowie prężnie działają na wyspach promując i podtrzymując polska kulturę. W 2009 roku na Ealing’u książę Jan Żyliński wybudował prawdziwy pałac w stylu stanisławowskim, a w 2011 roku w Manchesterze odsłonięto pomnik Fryderyka Chopina.

I jeszcze parę ciekawych cytatów:

„Harcerze angielscy [na wyjazdach] mają najsurowiej zabronione kładzenie się na kanapie w towarzystwie innego chłopca, tak jak mają najsurowiej zabronione przebywanie we dwóch w zamkniętej ubikacji ze względu na rozpowszechnianie się homoseksualnego ohydnego i plugawego zboczenia. To właśnie ze względu na moralność kładą z nim [na pryczy] dziewczynę. Młody Anglik, kiedy znajdzie się na kanapie z innym chłopcem, to zaraz go biorą straszne ciągoty. Kiedy leży koło niego dziewczyna, to odsuwa się od niej z obrzydzeniem” (Obserwacje Polaków z okresu drugiej wojny światowej. Tłumaczy to, dlaczego Anglicy, są tak niesamowicie przewrażliwieni na punkcie spania we dwóch w jednym łóżku – moja obserwacja z hotelu J)

„Mówił, że żyjemy w kraju bez kultury i bez tradycji. Wiesz, jak dziś o tym myślę, to widzę, że miał trochę racji. Ten kraj przeszedł rewolucję przemysłową, jakiej świat nie widział, on w Polsce też nie. W wyniku rewolucji setki tysięcy ludzi przeniosło się do miast i zatraciło swoją tożsamość. Straciło pamięć.” (So true! O braku jakichkolwiek tradycji w UK jeszcze będę pisała.)

„Anglia to dziwny kraj. Można mieszkać w tym samym domu przez dwadzieścia lat i nigdy nie zostać zaproszonym w gościnę do sąsiada.” (słowa księcia Jana Żylińskiego, mieszkającego na Wyspach od 1947 roku)

„Nowych Polaków lubię, i tu się różnimy od Anglików oraz od starej emigracji, która ma za złe, że nie przyjechała elita, jedynie człowiek na dorobku i często z nałogami. No bo też, prawdę mówiąc, Polacy to sprzątaczki i budowlańcy” (ponownie książę Żyliński; smutna prawda. Ja bym jeszcze może do tych budowlańców i sprzątaczek dodała fast foody i hotele).

Życzę miłej lektury, bo naprawdę warto!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz